13 listopada 2016

31. To co, gadamy u ciebie w pokoju czy standardowo zamykamy się w schowku?

- Agata…?
- No? – mruknęłam wściekle, podnosząc głowę ze zbysiowego ramienia, które dzisiejszego wieczoru było niesamowicie wygodne. Tak wygodne, że najchętniej spędziłabym wtulona w nie caluśką noc. I następną. I kolejną. I tak do końca życia. A przynajmniej do ostatniego dnia naszego pobytu w Sofii, który swoją drogą dobiegał końca. Dochodziła już dwudziesta trzecia i doskonale wiedziałam, że za chwilę będę musiała wrócić do swojego pokoju, bo chłopaki przecież muszą się wyspać, a ja nie mogę się narazić całemu sztabowi szkoleniowemu.
          Zresztą Kubiak już spał, a głośne chrząknięcie, wydane dokładnie w tym momencie, utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl, żeby poprosić Dzika o zamianę pokoju, ale oczywistym było, że będzie kazał mi spadać na drzewo i do kompletu jeszcze zwyzywa od tchórzy. Zresztą ja na jego miejscu też kazałabym sobie spadać na drzewo. Albo na szczaw, którego przecież nie znoszę.
          Bo tak właściwie miałby rację – byłam tchórzem. Bałam się konfrontacji z Aleksandrą. Pierwszy raz w życiu czegoś tak bardzo się bałam. Przecież zdarzały nam się scysje, a ich częstotliwość, odkąd zaczęłyśmy naszą siatkarską przygodę, znacznie wzrosła, jednak tym razem padło zbyt wiele bolesnych słów. I z jednej, i z drugiej strony. Obie jesteśmy tak samo winne i po raz kolejny wyszło na to, że co, jak co, ale z kombinowaniem idzie nam jak przysłowiowej panience lekkich obyczajów w deszcz. Niby stare baby, a takie głupie…
- Nic, nic. Sprawdzam czy śpisz? – szepnął i cmoknął mnie w czoło, odgarniając palcami niesforne pasmo włosów.
          Gówno prawda. Pewnie chciał poprosić mnie, żebym poszła pogadać z Bielecką, ale słysząc mój ton, automatycznie zrezygnował. W końcu był rozsądnym facetem i wiedział, czym grozi wyprowadzenie Agaty Borkowskiej z równowagi, a przecież jutro miał grać arcyważny mecz z Bułgarami, którzy dzisiaj po treningu już się odgrażali, każąc chłopakom szykować się na prawdziwą wojnę. Westchnęłam ciężko, wtulając się w niego jeszcze mocniej. W zbyszkowych ramionach czułam się bezpiecznie i właśnie tam chciałam zostać na resztę życia. A już na pewno na najbliższe kilka dni.
- Mogę spać dzisiaj u ciebie? – zapytałam, trzepocząc rzęsami, gdyż doskonale wiedziałam, że wtedy mi nie odmówi.
- No, skoro musisz… - mruknął od niechcenia Bartman, a ja poczułam się jakby trzasnął mnie w pysk. No bo jak ,,skoro musisz”?!
- Nie, to nie. Bez łaski – wyplątałam się z jego ramion i usiadłam na łóżku, czując jak dłoń siatkarza przesuwa się po moich plecach.
- Aga…
- Co Aga?! Nie chcesz mnie, to nie – wstałam z materaca i ruszyłam się w stronę drzwi. – Całuj się w dupę. Idę do siebie. No też coś… - mruknęłam wściekle.
          W momencie, gdy łapałam za klamkę, Bartman złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, a następnie wpił się w moje usta. Początkowo stawiałam opór, jednak Zibi całował tak, że ani przez chwilę nie mogłam być mu dłużna. Zachłanne pocałunki z każdą kolejną sekundą stawały się coraz bardziej delikatne, a ja pod ciepłem jego dłoni, głaszczących moje policzki, rozpływałam się jak czekoladka.
- Całować to ja będę ciebie, złośnico. Dopóki któreś z nas nie kopnie w kalendarz, bo wcześniej nie ma opcji, żebym pozwolił ci odejść – siatkarz po raz kolejny musnął moje usta, a potem spojrzał mi głęboko w oczy. – I bardzo chciałbym, żebyś spędziła ze mną tę noc i każdą kolejną noc naszego wspólnego życia, ale dzisiaj masz coś ważniejszego do załatwienia, kochanie. Obiecaj mi, że dogadasz się z tym małym diabłem. Albo przynajmniej spróbuj to zrobić. Ja widzę, że cię to męczy, że masz z tym problem i uważam, że tylko rozmowa może coś zadziałać. Milczenie nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem, kochanie. Już lepiej byłoby, gdybyście wykrzyczały sobie wszystko – wzruszył lekko ramionami. – Tylko niech ta cisza przestanie stać między wami…
          I wtedy dotarło do mnie, że mój facet, oprócz tego, że świetnie gra w siatkówkę, jest cholernie seksowny – nawet z tą swoją lekką wadą wymowy – to jest przede wszystkim mądrym i ciepłym mężczyzną, który chce dla mnie jak najlepiej. Uśmiechnęłam się lekko i stając na palcach musnęłam bartmanowe usta, szepcząc ,,dziękuję”.
          I teraz, już znacznie pewniej, nacisnęłam klamkę i wyszłam z pokoju. Zbychu ma rację – to po prostu trzeba załatwić. Przestać się mazać, wziąć głęboki oddech i porozmawiać z Alex. Przecież przyjaźnimy się od tak dawna i gdyby nasza przyjaźń miała zniszczyć się przez coś takiego, chyba pękłoby mi serce. Stanęłam przed drzwiami i, biorąc głęboki oddech, otworzyłam drzwi. Już chciałam zacząć swój monolog, który ekspresowo ułożyłam sobie w głowie, ale widząc półmrok panujący w pomieszczeniu i słysząc stłumione dźwięki muzyki, płynącej z mojego odtwarzacza leżącego obok jej głowy, dotarło do mnie, że Bielecka odpłynęła już w ramiona Morfeusza. Jeszcze przez kilka sekund obserwowałam jej sylwetkę i dałabym sobie uciąć rękę, że usłyszałam dźwięk kamienia spadającego z mojego serca.
          Może jutro będzie lepiej…? 



Ranek ma to do siebie, że kiedy człowiek otwiera oczy, nie pamięta przez kilka sekund, gdzie się znajduje, co się ważnego działo na świecie w ciągu ostatnich kilku dni ani nawet, co działo się ważnego w jego własnym życiu poprzedniego dnia. Poranek dorosłych opiera się zwykle na "no nie, znowu do pracy, tak mi się nie chce", choć tyczyło się to też uczniów, z tym, że praca zmieniała się w szkołę. Oficjalnie żadna z rudowłosych dziewcząt nie musiała się zrywać o szóstej, bo tak jakby nie były w pracy, a przynajmniej Agata nie była. Aleksandra niby coś tam miała robić, ale i tak obudziła się ze względnie czystym sumieniem i naprawdę nie docierało do niej jeszcze, że coś się zepsuło. Dzień jak co dzień, nic nowego. Pod kołdrą było ciepło, ale jak się wystawiało nogi za krawędź łóżka, to już się robiło zimno. Usiadła jednak, przeciągnęła się, wsunęła nogi w puchate kapcie, bo przecież bez nich nigdzie nie jeździła, i pomyślała sobie, że za oknem całkiem przyjemnie świeci słońce.
Sięgnęła po komputer Agaty leżący na szafce nocnej, jakby był jej własny. Zreflektowała się dopiero, kiedy Borkowska również uniosła się na łóżku i spojrzała na Bielecką szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Alex poczuła się, jakby złapano ją właśnie na gorącym uczynku. I dopiero wtedy przypomniała sobie, co takiego stało się poprzedniego dnia. A to oznaczało jedno: nie powinna bez pytania ruszać czegoś, co należało do Agi.
- No co? - palnęła głupio, trochę zmieszana.- Ach, no tak, przecież już się podobno nie przyjaźnimy - przewróciła wymownie oczami, uświadamiając sobie własną głupotę, którą błysnęła poprzedniego dnia. Miały już prawie po dwadzieścia lat, kto to widział, aby wykrzykiwać "zrywam naszą przyjaźń!"? To było skrajnie niedojrzałe.- Pogodę chciałam sprawdzić - wyjaśniła głupio, szukając pretekstu.
- Przecież widzisz za oknem - stwierdziła logicznie Agata jeszcze trochę zaspanym głosem.- Słoneczko świeci. Zapowiada się na całkiem przyjemny dzień.
- Ale w Polsce nie widzę - stwierdziła Aleksandra trochę przewrotnie.- Tam leje - komputer zdążył się już włączyć i rzeczywiście sprawdziła, jaka pogoda jest w Polsce, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie w tym momencie i jakby miała zmienić jej życie.
Cóż, życia nie zmieniało, ale pozwalało prowadzić konwersację w miarę "na poziomie" bez wracania do tego, co się stało. Tak trochę na zasadzie jak gdyby nigdy nic. Z dystansem, fakt, ale jakby się wcale śmiertelnie nie pokłóciły tylko posprzeczały o to, który kolor lakieru jest ładniejszy.
- No to smutno tam mają, skoro leje - stwierdziła filozoficznie Aga.- Mam tylko nadzieję, że jak słońce, to niezbyt mocne i wiatru nie ma, tutaj to nigdy nic nie wiadomo. Jeszcze mi kapelusz zwieje albo co...
- Przecież hale są zamknięte, nie ma tam wiatru...
- Ale w drodze!
- Jedziesz autobusem, Aga...
- Och, czepiasz się. Z Bułgarią dzisiaj gramy, nie?
- To zadziwiające, że już drugi raz ty pytasz mnie, jakbym była wiarygodnym źródłem informacji w tej kwestii... Ale tak, z Bułgarią. Siedziałam wczoraj nad tymi durnymi filmikami, chociaż kompletnie nie znam się na taktyce.
- A jak się zapowiada? Tak ogólnie?
- Hm... - Bielecka się zamyśliła. Zabawne było to, że tak naprawdę chyba nigdy wcześniej nie rozmawiały o siatkówce lub choćby o meczu w tak poważny sposób. Bo Aga się znała, coś tam zawsze mówiła, ale do Alex to kompletnie nie docierało, bo przecież nie rozumiała, co przyjaciółka mówi. A teraz nie dość, że znała pozycje, wiedziała, jak liczyć poszczególne punkty i na czyje konto one idą, to jeszcze znała taktykę drużyny, a tego nie mogła zdradzać. Wprawdzie połowy i tak nadal nie rozumiała i musiałaby pytać Agaty, co oznaczają takie a nie inne określenia, może wtedy to wszystko przestałoby być dla niej w połowie pisane kodem, ale to i tak był pewien postęp.- No tak mi się zdaje, że będą się męczyć do końca...


I rzeczywiście tak było. Mecz z Bułgarią okazał się męczarnią aż do samego końca, a ludzie przed telewizorami w Polsce najprawdopodobniej podskakiwali na kanapach, nie wiedząc, kto ostatecznie wygra.
Agata podskakiwała w pierwszym rzędzie trybun, drąc się w niebogłosy z pozostałymi kibicami z Polski. Nawet, jeśli zdawało się, że nie ma to znaczenia, bo zawodnicy i tak nie zwracają na to uwagi, to było w rzeczywistości całkowicie inaczej. Owszem, byli świadomi dopingu. Nie bez powodu kibiców nazywa się dodatkowym zawodnikiem. W każdej trudniejszej chwili, kiedy wydawało się, że to Bułgaria wygra, na ostatnią chwilę dodawali skrzydeł i sprawiali, że siatkarzom szło lepiej chociaż przez chwilę. Ale przeprawa była naprawdę trudna.
Aleksandra natomiast wyglądała na niewzruszoną i w stu procentach skupioną na pracy. Odznaczała sobie coś na kartce, czasem kompletnie nie mając pojęcia, co w ogóle liczy. Z chęcią by spytała przyjaciółki raz czy dwa, o co chodzi i jak to wpływa na taktykę, ale... Po pierwsze, powiedzmy, że nadal oficjalnie nie rozmawiały, a po drugie – siedziały przecież w dwóch różnych miejscach, bo Aga mimo wszystko była na trybunach. Zadziwiające (w raczej niezbyt pozytywny sposób) było to, że Bielecka mimo tak długiego czasu spędzonego z siatkówką i siatkarzami dosłownie pod nosem, z tymi wszystkimi emocjami, nadal nie odczuwała tego w takim stopniu jak wszyscy wokół. Bo jej zdaniem nie zmieniało to przecież w żaden sposób jej życia. Niezależnie od tego, kto by wygrał, nie miało to wpływu na koleje jej losu. Tak sobie to tłumaczyła. Uśmiechała się jednak tyle razy wcześniej i cieszyła się wraz z wszystkimi. Po ostatnim zdobytym punkcie była trochę w innym świecie i z opóźnieniem załapała, że Polska wygrała. Wszyscy wokół już podskakiwali, krzyczeli, a ona dopiero podnosiła się z krzesełka, w ręku ściskając długopis. Aga natomiast w tym czasie dosłownie przeskoczyła przez barierkę, chcąc dopaść do siatkarzy i ściskać wszystkich z radości. Nie dopuścili jej, bo Bielecki ją odciągnął, a zaraz po tym cała drużyna ustawiła się w rzędzie pod siatką, aby podziękować przeciwnikom za grę. Aby dać upust radości, Borkowska dopadła więc do przyjaciółki i uściskała ją spontanicznie, mało nie podnosząc do góry. Alex była odrobinę zaskoczona, bo zdawać się mogło, że nie zdawała sobie nadal sprawy z tego, że mecz się już skończył, ale i tak szybko odwzajemniła uścisk. A potem się zaśmiała. Tego jej brakowało, takiej beztroskiej radości i bliskości z Agatą. Tego im obu brakowało.


Mimo chwilowego zawieszenia broni, dziewczęta w autobusie usiadły osobno. Nie wyglądało to tak, jakby były pokłócone, bo tak właściwie nawet im się udało porozmawiać w drodze do autobusu i śmiały się przy tym tak, jakby cała ta przykra sytuacja z dnia poprzedniego nie miała miejsca. Na tym w końcu polega przyjaźń, na wybaczaniu sobie choćby najbardziej przykrych słów. A to, że jednak siedziały w innych miejscach... To wyszło samoistnie, w końcu nie mogły być całe życie nierozłączne i każdy potrzebował trochę niezależności.
I tym razem nie było w Aleksandrze ani odrobiny zazdrości o to, że Agata spędza czas z kimś innym, w tym wypadku z nową miłością swojego życia.
No a poza tym, wszystkim wokół ulżyło.
- Ja wiem, że wy się cieszycie, bo to trudno zdobyte zwycięstwo! - zakrzyknął Aleksander Bielecki, wyskakując z autobusu pod hotelem.- Ale nie balujcie zbyt bardzo, bądźcie odpowiedzialni, bo niedługo finał! - dodał, stając już w drzwiach.
- Ale przynudza, nie? - zagadnęła Aga do Alex.- Chociaż w sumie...
- Chociaż w sumie to wypadałoby trzymać fason i nie chlać na umór, nie? - Bielecka lekko się uśmiechnęła.- Zwłaszcza przed finałem.
- Ten finał... Ja chyba osiwieję - Borkowska pokręciła głową.- Kubiak tu idzie - zdziwiła się, w końcu pokój miał na innym piętrze, więc powinien skierować się w inną stronę, na inne schody. Wszystko było inne, a to oznaczało, że ewidentnie zmierzał w ich stronę.
- No cóż... Mam dziś względnie dobry dzień, to stawię mu czoła - Aleksandra uśmiechnęła się przy tym krzywo.
- Powodzenia - powiedziała Agata, szczerze uśmiechając się do panny Bieleckiej, która widząc zbliżającego się przyjmującego, po raz kolejny westchnęła. No nic, teraz już nie było szans na jakąkolwiek ucieczkę. Zresztą, miała takie wewnętrzne postanowienie, ażeby przed finałem oczyścić głowę. Skoro z Borkowską udało się osiągnąć porozumienie, Michał był przy tym Pieszczochem. Czy tam pikusiem.
Kiedy odwróciła głowę, Agaty już nie było. A właściwie taki miała zamiar, zniknąć jak w kreskówce, tylko że się nie udało i Aleksandra jeszcze ją dostrzegła na końcu korytarza oddalającą się spiesznym krokiem. A to zołza, zostawiła ją samą na konfrontację z Kubiakiem! A podobno się przyjaźniły!
Kiedy odwróciła się z powrotem, Michał był już tuż przed nią, więc uniosła głowę. Uśmiechał się i, niestety, uśmiech był to ładny i sprawiał, że Bielecka wyobrażała sobie różne dziwne rzeczy. Takie, o których nie powinna myśleć, bo przecież ją oficjalnie denerwował.
- To co, gadamy u ciebie w pokoju czy standardowo zamykamy się w schowku? – wypalił na wstępie, a ten cudowny uśmiech nie zszedł mu z twarzy.
No i jak mogłaby się tym razem na niego złościć?
___

Pokażcie, że jeszcze tu jesteście i czytacie! :)

1 listopada 2016

Mały przerywnik vol. 2

Witamy Was wszystkie bardzo serdecznie, Drogie Czytelniczki!
Na wstępie chciałybyśmy przeprosić za tak długą nieobecność i nieodzywanie się. Można by powiedzieć, że nic nas nie usprawiedliwia, bo mogłyśmy dać znać, że po prostu nie wiadomo, kiedy będzie rozdział. Ale z drugiej strony, trzeba też to zrozumieć, bo nie chodzi o ogólne życie prywatne i brak czasu, tylko o to, ze równie dobrze mogło nam się coś stać. Coś, co uniemożliwiałoby pisanie i choćby danie znaku życia.
Ale to nieważne. Ważne, że wróciłyśmy po trudach codziennego życia. W końcu udało nam się zgadać i w związku z tym mamy dla Was radosną wiadomość: rozdział się pisze! Powinien pojawić się najpóźniej do końca przyszłego tygodnia.
Tak wiec prosimy Was o wybaczenie i o to, abyście wykazały się jeszcze odrobiną cierpliwości. Bo cóż to jest tydzień w porównaniu do półtora roku, prawda?
Tak więc do przeczytania!

14 lipca 2015

Mały przerywnik

Tak, wiemy, że się niecierpliwicie, ale spokojnie, trzydziesty pierwszy rozdział już się pisze. Ostatnio po prostu byłyśmy trochę zabiegane, bo sesja, bo prace dyplomowe itd. Studia to nie są przelewki, uwierzcie :)

Tak czy inaczej, jak pewnie wiadomo, powoli (chyba nawet bardzo powoli z naszym tempem pisania) zbliżamy się do końca Brygady AA. Bo to nie może przecież trwać wiecznie. W związku z tym stwierdziłyśmy, że chciałybyśmy, abyście miały swój wkład w tę historię. Można by to określić małym konkursem, ale nie, żadnych nagród nie przewidujemy.
Chciałybyśmy, abyście w komentarzach opisały, jak wyobrażacie sobie dalej tę historię i jakiego zakończenia oczekujecie, jakie byłoby fajne z Waszej perspektywy. Być może najciekawsze pomysły wykorzystamy w taki lub inny sposób, wtedy historia miałby również coś z Was.
A przecież nie chcemy Was zawieść ani rozczarować!
Czekamy na Wasze wizje. Natchnijcie nas!

12 marca 2015

30. Wiesz, że Kanał Augustowski jest dłuższy od Kanału Panamskiego?



Dean Winchester to jest jednak seksowna bestia i z każdym kolejnym sezonem Supernatural wygląda coraz lepiej. Do tego jest mega pociągający, gdy mówi te swoje ,,awesome” albo ,,son of a bitch”. Agata po raz kolejny cofała scenę, w której jej ulubiona postać ucina głowę jednemu z tych wrednych Lewiatanów, kiedy to do pokoju wpadła roztrzęsiona przyjaciółka. Włączyła pauzę, bo przecież Aleksandra była ważniejsza od tych przebrzydłych potworów.
- Jesteś zadowolona z siebie? – Bielecka skrzyżowała ręce na piersiach i posłała Adze nienawistne spojrzenie. Na początku pomyślała o tym, że ma pretensje o to, że nie poczekała na nią z kolejnym odcinkiem serialu; przecież obie szalały na punkcie Winchesterów, a dzień w którym pojawiał się nowy odcinek był zawsze uroczyście celebrowany bezcukrową Coca Colą i serowym popcornem z Biedronki. – Pytam, czy jesteś zadowolona z tego, że dzięki tobie zrobiłam z siebie idiotkę przed całą reprezentacją? – nie płakała. Była wściekła, ale nie płakała.
- Co? – mruknęła Agata, zamykając laptopa. – Niby dlaczego zrobiłaś z siebie idiotkę? I co ja mam z tym wspólnego?
Przez myśl przeszło jej, że Igle, Kurasiowi albo innemu nicponiowi znowu zebrało się na żarty i zrobili jej jakiś kawał, który przeznaczony był dla Borkowskiej. Tutaj nikt nie był bezpieczny; nieraz zdarzyło się, że i sam Anastasi przez pół dnia szukał swojego telefonu albo Kaczmarczykowi w miejsce statystyk powklejali losowania Dużego Lotka z ostatniego miesiąca, do momentu aż nauczył się zapisywać je w kilku miejscach.
- Wyjaśniła się sprawa numeru, wyobraź sobie. Po co było kłamać? Nie mogłaś od razu powiedzieć, że Kubiak chce porobić sobie jaja?! Razem byśmy się pośmiali – gdyby teraz krzyknęła, byłoby to jakieś takie łatwiejsze do przyjęcie, bo całkiem podobne do Aleksandry i adekwatne do sytuacji. Ale powiedziała to cicho, spokojnie i z aż nazbyt wyczuwalną ironią w głosie. Kopnęła przy okazji lekko kapcie należące do przyjaciółki.
- A pomyślałaś może, że on nie chciał zrobić sobie jaj, tylko bał się podpisać, bo pewnie to ty zrobiłabyś z niego idiotę? Chciałam wam jakoś pomóc, bo sami byście prędzej pozabijali się niż doszli do jakiegokolwiek konsensusu – Borkowska, widząc ironiczną minę przyjaciółki, podniosła się z łóżka i zmierzyła Bielecką przeszywającym spojrzeniem. – Zawsze taka jesteś! Sama wszędzie się mieszasz w moje sprawy, a gdy działa to w drugą stronę, robisz z siebie wielce pokrzywdzoną.
- Niby kiedy się wmieszałam w twoje sprawy? – nakreśliła palcami cudzysłów. – I nie odwracaj teraz kota ogonem! Wszystko razem zaplanowaliście – wycelowała w nią palec, zakończony pomalowanym na granatowo paznokciem. – Po to była ta cała szopka, by przekonać mnie do niedzwonienia na ten numer przy wszystkich, tak? Jak mogłaś mi to zrobić?! Ty, która nazywałaś się moją przyjaciółką…
- Alex, zluzuj majty. Przecież nic takiego naprawdę się nie wydarzyło – Agata chciała załagodzić nieco sytuację. Wiedziała, że będzie dym, ale nie przeczuwała, że aż do takiego stopnia. Zrobiła krok w jej stronę, by przytulić ją i grzecznie przerosić, a potem włączą sobie kolejny odcinek Nie z tego świata i będą rozwodzić się nad urodą starszego z braci, ale Bielecka cofnęła się. – Co ty wyprawiasz? – zazwyczaj duże oczy Agi, zrobiły się jeszcze większe, przez co wyglądała, jakby miała dość spory wytrzeszcz. – Co…
- To koniec, Agata. Przegięłaś pałę tym razem – Bielecka zaczęła w pośpiechu pakować swoje rzeczy. – Cały ten wyjazd i tak był do bani, nie myślałam tylko, że skończy się na nim coś, co obie miałyśmy najważniejsze w życiu… - zmięła reprezentacyjną koszulkę i wrzuciła ją do walizki. – Chociaż nie wiem, czy ja jestem dla ciebie najważniejsza. Przecież masz teraz tego swojego siatkarzyka i czeka was sielanka w tym cholernym Rzeszowie. Uważaj tylko, żeby nie kopnął cię w dupę, jak te wszystkie panny przed tobą.
- Uważaj na to, co mówisz! – wrzasnęła Borkowska. – Nie masz prawa mówić tak o Zbyszku!
- Bo co? Jesteś z nim tylko i wyłącznie dzięki mnie – fuknęła w jej stronę, zbierając ostatnie drobiazgi. – Oficjalnie zrywam naszą przyjaźń!
- No i dobrze, nie potrzebuję cię – powiedziała Agata, czując, że w tym momencie pęka jej serce.



- I wtedy, wyobrażasz to sobie, powiedziała, że zrywa naszą przyjaźń!
- Nerwy ją poniosły – mruknął Zbigniew znad gazety, nawet nie odrywając wzroku od tekstu.
- Ty mnie w ogóle słuchasz? – Agata się zirytowała.- Obchodzi cię, co mówię? – przecież właśnie mu się żali, sprawa jest poważna, a on nawet na nią nie spojrzał, tylko czyta jakiś głupi artykuł.
- Oczywiście, że tak – znów mruknął, takim trochę obojętnym głosem.- Wiesz, że Kanał Augustowski jest dłuższy od Kanału Panamskiego?
- Że co?! – Agata praktycznie krzyknęła, zaraz jednak zorientowała się, że nie należy przesadzać, wiec trochę przystopowała. - Ja ci właśnie mówię, że się pożarłam z Alex i zerwała naszą przyjaźń, a to jest naprawdę okropne i nie wiem, co mam zrobić, a ty masz to w dupie i jeszcze o jakichś kanałach mi gadasz!
- Proszę cię, nie zaczynaj.
- Czego mam nie zaczynać znowu?!
- Właśnie tego. Uspokój się trochę. Mówię ci, nerwy ją poniosły. Uspokoi się, pomyśli i przyjdzie.
- Nie przyjdzie! Nie rozumiesz, ona powie…
- Bardzo dobrze rozumiem – przerwał jej Zbyszek, w końcu odkładając gazetę.- Okłamałaś ją, to się wściekła. Dziwisz się?
Borkowską w tym momencie zatkało. Stała tak chwilę, nic nie mówiąc, jedynie wpatrując się w Bartmana szeroko otwartymi oczami, w których było widać tylko i wyłącznie szok. Co też mu strzeliło do głowy, żeby wygadywać takie rzeczy? Przecież powinien ją teraz wspierać, a nie być przeciwko! Potrząsnęła w końcu głową, siadając na brzegu łóżka, na którego drugim końcu siedział Zbyszek. Do tej pory chodziła po pokoju, jakby to miało jej pomóc w poradzeniu sobie ze złością. Skutku nie odniosło, irytowało tylko Zbigniewa, który jednak starał się nie zwracać uwagi na to chodzenie Agi, skupiając się na gazecie.
- Okłamałam ją, bo chciałam, żeby się w końcu dogadała z Kubiakiem…
- Ale okłamałaś – brzmiało brutalnie, ale ktoś musiał Agacie o tym powiedzieć; padło na Zbyszka, skoro ta rola nie przypadła w udziale Aleksandrze.- A pytała cię jeszcze kilka razy, czy na pewno nie wiesz, czyj to numer. I wierzyła ci, że nie wiesz. Ufała. A ty kłamałaś dalej.
- No bo…
- Nie tłumacz się, naprawdę. Ona zareagowała trochę przesadnie, fakt, ale po prostu zawiodłaś jej zaufanie. Później jej przejdzie, ale to nie zmienia faktu, ze zachowałaś się nie w porządku. I zrobiła przez to z siebie idiotkę – choć idiotkę to robiła z siebie całkiem często, zamiennie z histeryczką, ale tego akurat nie zamierzał teraz mówić. Mimo wszystko, jakoś tam Bielecką rozumiał, bo gdyby Kubiak mu wyciął taki numer z okłamywaniem w żywe oczy, to też by się pewnie nieźle wściekł na niego.
- Myślałam, że będziesz po mojej stronie – stwierdziła Agata z wyrzutem.
- Ale ja jestem po twojej stronie! – zapewnił ją od razu.- Ktoś ci jednak musiał powiedzieć, ze źle zrobiłaś. Chyba nie powinienem tylko cały czas grzecznie przytakiwać, nie?
- No na pewno nie, na co mi pantoflarz? – lekko, bo lekko, właściwie bardzo leciutko, ale jednak się uśmiechnęła.
A Zbyszek od razu owy uśmiech odwzajemnił. A potem bezczelnie zajrzał do gazety.
- Wiesz może, co się stanie, jak umrze królowa Elżbieta? Tragedia jakaś będzie, nie? – chyba to właśnie wyczytał w tym samym artykule, ale Agata już się nie wściekała.
Pokręciła tylko głową z politowaniem.
A może faktycznie powinna się zastanowić, co się stanie, gdy królowa brytyjska kopnie w kalendarz? Brytyjczycy chyba będą musieli zmienić słowa hymnu…




Hotelowy schowek dobry na kłótnię z ojcem, chłopakiem, a teraz także – jak się okazało - idealny po scysji z przyjaciółką.. W sumie to już z byłą przyjaciółką, bo równo czterdzieści dwie minuty temu ostatecznie zakończyła się jej przyjaźń z Agatą Borkowską. Szkoda tylko, że nie miała takiego w domu; wtedy bez problemu mogłaby schować się przed mamusią pseudo artystką, wiecznie zmęczonym ojczymem i tą bandą rozwrzeszczanych dzieciorów Po raz kolejny zaniosła się od łez i wysmarkała głośno nos w skrawek papierowego ręcznika, leżącego na metalowej półce. Nic do niej nie docierało; czuła się jak obserwator, a nie jak ktoś, kto przed kilkudziesięcioma minutami zakończył coś, co wydawało się być wieczne. Ktoś kiedyś powiedział o nich, że są rozdzielonymi siostrami syjamskimi i chyba nic nie byłoby w stanie ich rozdzielić. Ciekawe co powiedziałaby ta osoba w tej chwili?
Coś zachrobotało i do tego maleńkiego pomieszczenia, stanowiącego jej tymczasowe schronienie, wpadło jasne światło. Skuliła się w sobie, wciskając głębiej między kij od szczotki i mopa, wpadając głębiej w wiaderko, gotowa walczyć z panią sprzątaczką o narzędzia. Widząc jegomościa, który zakłócił jej błogi spokój, zaklęła cichutko, pośpiesznie wycierając twarz z łez.
- Tak żem czuł, że tu będziesz – drzwi otworzyły się szerzej i pojawiła się w nich sylwetka Michała Kubiaka z nieodgadnionym wyrazem twarzy. – Mogłabyś wymyślić coś bardziej wyrafinowanego, no naprawdę – wszedł do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi, uprzednio sprawdzając, czy nikt niepożądany nie kręci się w pobliżu.
- Wypierdalaj stąd, Dziku. Jakbyś chciał wiedzieć, nie jesteś tu mile widziany. Pierwsza zaklepałam schowek, więc jest mój – starała się ukryć twarz w dłoniach, by nie widział jej podpuchniętych od łez oczu. Przewrócił jedynie oczyma, stając w bezpiecznej odległości.
- Agata powiedziała mi, co się stało. Właściwie nie musiała nic mówić, bo widząc ją zaryczaną w progu naszego pokoju, domyśliłem się, co mogło się stać – Kubiak przykucnął obok niej i położył dłoń na jej ramieniu. – Ja wiem, że masz do niej ogromne pretensje, do czego masz oczywiście prawo i nikt tego nie neguje.
- Co cię to obchodzi w ogóle? – burknęła Aleksandra, odrzucając jego rękę. Poczuła przypływ złości i jedyną rzeczą, którą chciała teraz zrobić, było zdzielenie Kubiaka szczotką po głowie. To wszystko przez niego, bo odkąd go poznała, zaczął się ten horror; przez te nieustanne konflikty, ledwo poznawała samą siebie. – Wynocha mi stąd!
- Zawsze taka jesteś; ciągle na kogoś wrzeszczysz i nie dasz sobie niczego wytłumaczyć, mimo tego, że mogłoby to wyjść ci tylko i wyłącznie na dobre – niewzruszony Michał, złapał ją za twarz i zmusił do popatrzenia na siebie. Niechętnie skierowała na niego wzrok, boleśnie przegryzając sobie wargi, ażeby nie wygarnąć mu wszystkiego, co o nim myśli. – To moja wina, ja tutaj namieszałem i muszę stanąć na głowie, żeby was pogodzić. Zanim znowu odstawisz jakiś cyrk, musisz wiedzieć, że to ja poprosiłem Agatę, żeby pod żadnym pozorem nie wydała mnie z tym numerem. Wiem, że zachowałem się jak gimnazjalista, ale ja naprawdę chciałem z tobą porozmawiać w swoim czasie. Musiałem najpierw wybadać jakoś grunt, a to wydawało mi się najlepszym sposobem.
- To nie tłumaczy tego, że mnie okłamała. Prosto w oczy sprzedawała mi tanie kity. To mnie najbardziej boli, wiesz? – wybuczała Bielecka, wpatrując się w michałowe tęczówki. – Tak nie zachowują się prawdziwe przyjaciółki…
Kubiak westchnął głęboko. Wiedział, że ta rozmowa nie będzie należała do najłatwiejszych, ale musiał zrobić wszystko, by pogodzić dziewczyny. Przecież gdyby w końcu zebrał się w sobie i porozmawiał z Alex jak przystało na prawdziwego faceta, nie wyszłaby ta cała niezręczna sytuacja.
- Pamiętasz, jak Aga darła koty ze Zbychem w Kanadzie, zanim dotarło do tych dwóch głąbów, że nie mogą bez siebie żyć? Albo to, co działo się, po tej sytuacji z blondzią? Też wtedy nie byłaś fair w stosunku do Agaty, bo ciągle coś tam mieszałaś, żeby w końcu doszli do konsensusu, nie? Więc nie powinnaś zrywać przyjaźni po czymś takim. Przemyśl to, Aleksandro. Mnie osobiście byłoby szkoda marnować tak fantastycznej relacji przez jedną głupotę.
- Wujek dobra rada? – uniosła brew i zmierzyła go przeszywającym spojrzeniem.
- Nie. Ktoś, komu zależy, żebyś przestała unosić się dumą i nie zaprzepaściła czegoś, co może trwać całe życie. Wiem, że między nami niczego raczej nie będzie, więc zależy mi na tym, żebyś miała chociaż Agatę – wciągnął głęboko powietrze i otworzył drzwi. – Proszę, przemyśl to jeszcze raz i podejmij właściwą decyzję.



__________________________________

Okrągła trzydziestka.
Informację na temat nowości znajdziecie tutaj.
Kibicujmy naszym drużynom w Final Four. Szczególnie Skrze. 

10 lutego 2015

29. Naprawdę chcesz, żeby Olek Bielecki był twoim teściem?

Na początek wyjaśnienie, dlaczego tak opornie idzie nam pisanie :)

2015-02-10 10:04:42 :: Agata
zaczyna się jak zwykle :D 84270895425634573 wiadomości, dopiero coś o Brygadzie :D

No i teraz wiecie, dlaczego tak długo nie ma nowych rozdziałów! Bo najpierw omawiamy wszystko inne naokoło! :D

___________


    - Musisz wracać do siebie? Wygonimy gdzieś Kubiaka i spędzimy razem miły wieczór. Mogę zgodzić się nawet na jakąś ohydnie przesłodzoną komedię romantyczną z tym twoim ulubionym Goslingiem albo na maseczkę na mordzie, bylebyś była ze mną – przeczesał dłonią gęste pasma jej rudych włosów i delikatnie pocałował szyję dziewczyny.
    Uwielbiał zapach Agaty; kojarzył mu się z latem, błogością i gorącym uczuciem, które narodziło się podczas pierwszego wyjazdu na tegoroczną ligę światową. Uśmiechnął się sam do siebie, spoglądając w jej zielone oczy. Oczy, które chciałby oglądać już do końca swoich dni. I pomyśleć, że niedługo będzie miał ją tylko dla siebie, bez tego rozwrzeszczanego, małego rudzielca, który nieustannie zabierał mu jego ukochaną.
    - Muszę, Zbysiu – Aga wzbiła się na palce i musnęła delikatnie jego usta, głaszcząc jego brodę. Tak bardzo lubiła czuć pod palcami jego nierówny zarost. – Widziałeś, jaki cyrk odstawiła na lotnisku. Teraz pewnie siedzi w pokoju i próbuje zhakować ten nieszczęsny numer. Czy tego chcesz, czy nie, to moja najlepsza przyjaciółka. Zawsze będę się o nią martwić.
    Pokiwał ze zrozumieniem głową i wpił się w jej usta. Jeszcze tylko parę dni, Zbyszku, parę dni i ta mała menda zniknie z waszego życia, powtarzał sobie w głowie. Co prawda, zaczął ją akceptować, ba!, nawet polubił młodą Bielecka, ale gdy tylko pojawiała się w pobliżu, natychmiast skupiała na sobie całą uwagę Agaty. Doskonale wiedział, że przyjaźń jest ważna, ale nie do tego stopnia, by przebywać ze sobą non stop, a jeśli nie, to wisieć na telefonie. Na przykład Michał potrafił zrozumieć, że Zibi chce spędzić z Agą trochę czasu sam na sam i nie plątał się ciągle pod nogami, tylko siedział grzeczne w pokoju z nosem w telefonie, który ostatnimi czasy wręcz przyrósł mu do ręki albo grał na laptopie. Właśnie… z nosem w telefonie?!
    Czerwona lampka zapaliła się w głowie atakującego i po chwili wszystko już wiedział. Chwycił za klamkę i wszedł do pokoju z numerem 502, w którym panował względny półmrok. Zapalił światło i zauważył, że jego przyjaciel leży ma boku z zamkniętymi oczyma, a jego elektryczne cudeńko spoczywa obok niego. Dałby sobie rękę obciąć, że udaje, że śpi. Przecież gdy spał, to mlaskał, gadał, chrapał i wydawał milion innych odgłosów. Potrzeba fizjologiczna była jednak większa niż chęć zrugania Michała Kubiaka, dlatego pierwszą rzeczą, jaką zrobił było pójście do toalety, z której wyszedł dokładnie dwie minuty później, wcześniej sprawdzając, czy zostawił toaletę w należytym porządku, bo jeśli wpadłaby tutaj Agata i zobaczyła nieopuszczoną deskę… No, zdenerwowałaby się nieco. Stanął w progu łazienki i jeszcze raz spojrzał na przyjaciela.
    - To ty wysyłasz te pseudo romantiko esemesy do Bieleckiej. Wiem o tym.
    - Taa, jasne. Niby skąd ci to przyszło do głowy? – wymruczał Kubiak, nawet nie otwierając oczu.
    - Podczas ostatniego wyjazdu spiskowałeś z Agatą. Jak mniemam, wtedy wyżebrałeś od niej numer do tego małego demona. Wypierała się, ale ja i tak wiem, kiedy moja dziewczyna kręci. Dwa; z tym telefonem to chodzisz nawet do kibla, co sam przyznasz – jest nieco dziwne, skoro wcześniej walał się po całym pokoju i używałeś go tylko do codziennych rozmów z mamusią. A po trzecie? Takie dziecinne zachowanie pasuje mi tylko i wyłącznie do ciebie. No, może jeszcze do Kurka i Jarosza, ale Rudy żonaty, a Kuraś najbardziej kocha sam siebie, więc stanęło na tobie.
    - Pomyślałby kto, że ty taki mądry jesteś. Normalnie Sherlock Holmes dla ubogich – prychnął Misiek, obracając się na drugi bok. Pieprzony Bartman, zbyt dobrze go zna. Nieważne jak bardzo starałby się ukryć przed nim, że coś go gnębi, i tak zawsze wszystko wyniucha i zacznie pchać swojego nochala w michasiowe sprawy.
    - No na pewno bardziej niż ty, skoro potrafię zagadać do dziewczyny, która mi się podoba, a nie cyrkuję z esemesami, jakbym był w gimnazjum. Jesteś taka słodka, kiedy się denerwujesz – nakreślił palcami cudzysłowie i starał się zaintonować głos Michała. - Normalnie śmiech na sali – odgryzł się przyjacielowi, siadając na swoim posłaniu.
    - Ta, zajebiście zagadałeś. Nie pamiętasz, jak na początku opierdalała cię na każdym kroku? Dopiero wtedy, gdy jak jakiś jaskiniowiec, pocałowałeś ją po meczu coś się ruszyło, kojarzysz? Więc nie ucz ojca dzieci robić. Powoli, dokładnie, jakoś ją zdobędę – Michał usiadł na łóżku i rozłożył wygodnie swoje długie nogi.
    - Na razie to robisz z siebie tylko debila. Dziwne, że nie jest aż tak kumata, by zapytać kogoś o ten numer. Jak się dowie, że to ty, to przecież nogi z dupska ci powyrywa. Ona jest przecież nienormalna! Pamiętasz, jak kopała cię po kostkach przed meczem? To wariatka jest.
    - Nie mów tak o mojej prawie dziewczynie! – obruszył się Michał i rzucił w przyjaciela poduszką. On Agaty nie obraża i Zibi o Aleksandrze też nie powinien mówić w ten sposób.
    - A widzisz, gdybyś potrafił się dobrze zakręcić, nie byłaby prawie dziewczyną. Dupa jesteś, nie facet.
    - To niby co mam zrobić? – brwi Kubiaka powędrowały ku górze. Zibi Bartman specem w zdobywaniu kobiet? Fakt, miał ich na pęczki, ale tak naprawdę to Agata jest jego pierwszą, poważną dziewczyną. Te wszystkie przelotnie romanse przecież się nie liczyły.
    - Przede wszystkim przestań do niej wypisywać i powiedz jej to prosto w twarz, a nie wypisujesz jak jakiś matoł z podstawówki. Po ile wy macie lat, co? Wóz albo przewóz. Jest jeszcze jednak kwestia, której chyba nie przemyślałeś – Bartman podrapał się po głowie, widząc badawcze spojrzenie swojego przyjaciela. – Naprawdę chcesz, żeby Olek Bielecki był twoim teściem?



    Poproszenie ojca, aby kupił wtyczkę z Internetem do komputera była dosłownie nieziemskim pomysłem. Dzięki temu teraz, będąc w Bułgarii, w obcym kraju, gdzie zwyczaje na pewno są inne niż w Polsce, mogła mieć Internet nawet na hali. Fakt, w hotelu i tak było wifi, ale w mnóstwie innych miejsc już go nie było. A co miałaby Aleksandra robić w przerwach w trakcie meczu? No tak, pewnie powinna pracować. Ale przecież nie bez powodu się mówi, ze faceci nie mogą robić kilka rzeczy jednocześnie, za to kobiety mają świetną podzielność uwagi. Szybko podliczyła to, co miała podliczyć, a teraz mogła przejrzeć chociaż ze dwie strony kwejka w przerwie. Już tak nie przeżywała meczu, chociaż w odległości kilku metrów znajdował się ten dam trener Rezende, na którego zdążyła już raz nakrzyczeć. Już tak nie przeżywała, jak wcześniej, choć to przecież była Brazylia. Mecz się przeciągał, choć w czwartym secie na ośmiopunktowa przegrana najwyraźniej podniosła morale drużyny. Został tylko ten ostatni, decydujący set, a Bielecka miała minę, jakby ją to wszystko naprawdę nie obchodziło. W końcu kwejk jest o niebo ciekawszy.
    W przeciwieństwie do przyjaciółki, która najwyraźniej wiodła prym wśród polskich kibiców, którzy przybyli do Sofii. Alex dałaby sobie rękę uciąć, że to właśnie głos Borkowskiej słyszy najbardziej, nawet jeśli siedziała przy stoliku statystyków, a przyjaciółka śpiewała na trybunach. Śpiewała? Wręcz ryczała. Darła się. Jak i wszyscy tam zebrani. Cóż, emocje zawsze robią swoją.
    Tym razem emocje były pozytywne, bo trudno się nie cieszyć, kiedy się wygrywa z wielką Brazylią. I to już któryś raz w tym sezonie. Nawet Bielecka się uśmiechnęła. Bo to był kolejny krok w stronę wygranej.
    Nic dziwnego, że później Aga miała zachrypnięty głos i ledwie było ją słychać. Ale nawet mimo tego, nuciła sobie jeszcze coś pod nosem, choć zrezygnowała ze zbiorowych śpiewów w autobusie, siadając z przyjaciółką. Najprawdopodobniej dlatego, że ta ją o to poprosiła, bo inaczej pewnie znów brylowałaby w towarzystwie, tańcując w przejściu między siedzeniami. Zamiast tego siedziały obie spokojnie gdzieś na przodzie autokaru, próbując się troszkę odciąć od tych pokrzykiwań i dudniącej muzyki z tyłu pojazdu. Chwilę gapiły się na tyły siedzeń przed sobą, nie odzywając się. W końcu jakoś tak się zmęczyły, a do tego Agatę cały czas drapało w gardle. Trzeba będzie jakiś cholinex wziąć albo herbatkę z miodem wypić. Prędzej to drugie, bo gdzie w Bułgarii się cholinex kupi?
    - Słuchaj, Aga, bo z tym telefonem…
    - A ty sobie jeszcze nie odpuściłaś? – zdziwiła się Agata, choć Aleksandra tak naprawdę ledwo usłyszała, co mówi. W efekcie trochę bliżej się przysunęła, aby wszystko dobrze usłyszeć.- Może to po prostu jakaś pomyłka, a jak nie odpisujesz, to ktoś myśli, że nadal ma dobry numer.
    - Tak, pomyłka, zwłaszcza, jak ktoś użył mojego imienia, nie? – wymruczała z odrobiną ironii.- To musi być ktoś z nich i najwyraźniej dobrze się bawi, tak sobie ze mnie kpiąc.
    - Och, daj spokój, po co któryś z nich miałby to robić?
    - Bo mnie nie lubią?
    „A dziwisz im się?” miała ochotę spytać Agata, powstrzymała się jednak, nie chcąc teraz urazić Bieleckiej. Chociaż jako przyjaciółka powinna jej powiedzieć kilka prawdziwych słów i uświadomić, jak się zachowuje. W tym momencie jednak wolała milczeć.
    - Mogę sprawdzić w twoim telefonie, czy nie masz zapisanego tego numeru? – drążyła Alex.
    W pierwszym momencie Aga spojrzała na nią jak na kosmitę, do tego z wyraźną dezaprobatą, ale koniec końców pokręciła głową i wręczyła jej telefon. W głowie po cichu gratulowała sobie przezorności, bo domyśliła się, że coś takiego może nastąpić i zawczasu usunęła numer Kubiaka z książki telefonicznej.
    - No nie masz tego numeru – przyjaciółka oddała jej telefon, wyraźnie zawiedziona.- No ale w końcu nie musisz mieć numerów ich wszystkich, może to któryś z tych, których numeru nie masz…
    Agata znów pokręciła głową.
    - Jaka ty uparta jesteś – szepnęła, bo głośniej nie mogła.- Daj spokój, nawet jeśli lubią robić dowcipy, to przecież wiedzą, że ciebie nie należy ruszać, bo się odegrasz o wiele gorzej – już mówiła cokolwiek, aby tylko odciągnąć Aleksandrę od tego pomysłu.
    Choć w sumie nie dziwiła się temu, że jest taka zawzięta i nie da sobie wmówić czegoś innego. W końcu po treści esemesów można było się zorientować, że pisze je ktoś, kto jest na miejscu i ją obserwuje. To logiczne. A do logiki matematyczki nie można się było przyczepić, w końcu umysł miała typowo analityczny.
    - Może ja po prostu rano na stołówce zadzwonię na ten numer i zobaczymy, czyj telefon się odezwie, co?
    Teraz to Agata spojrzała na nią z prawdziwym przerażeniem w oczach. Zaraz jednak to zamaskowała.
    - Daj spokój, mówię ci, że to żaden z nich – machnęła ręką dla podkreślenia swoich słów.- Tylko się rozczarujesz, bo nie udowodnisz tego, co chcesz.
    - Ale ja muszę wiedzieć!
    - A ja ci mówię, że to żaden z nich, nie możesz mi uwierzyć?
    - Więc kto?
    - Nie wiem, może któremuś z Włochów się podobasz, a Łasko pomógł napisać esemesa po polsku czy coś…
    - Aga, Włochów nie ma w final six…
    - Ach, rzeczywiście…
    Brwi Aleksandry podsunęły się do góry. Nie dość, że Włochów nie ma w Sofii, o czym Agata powinna wiedzieć o wiele lepiej niż Alex, to do tego jeszcze nie mają polskich numerów telefonów. Logiczne myślenie przyjaciółki coś nie bardzo działało w tym momencie, a Bielecka odnosiła wrażenie, że na wszystkie sposoby próbuje jej wmówić, że pomysł z dzwonieniem na ten numer nie przyniesie skutku. Tylko dlaczego miała, wrażenie, że właśni odwrotnie, że przyniesie skutek, tylko że Agata próbuje to ukryć?
    - Więc co, będziesz dzwonić rano? – dopytała Borkowska, trochę niepewnym głosem, co dało się dosłyszeć, mimo chrypnięcia.
    No i bingo, to tylko potwierdziło podejrzenia Alex.
    - Nie – odezwała się po chwili namysłu.
    A na twarzy Agi dostrzegła wyraźną ulgę. Cóż, czyli trzeba będzie zadzwonić, tylko po prostu tak, aby o tym nikt nie wiedział.




            Trening treningiem, ale zakupy były o niebo ciekawsze. Zwłaszcza, że Mieszko stwierdził, że do roboty jest raczej niewiele, w końcu to tylko trening. Trzeba było zrobić tylko dwie analizy ataków Kubańczyków, żeby wysnuć odpowiednie wnioski, opowiedzieć o tym trenerom, no i pod to zrobić trening. A skoro Mieszko się tym zajął, to spokojnie mogły sobie pobuszować po sklepach. Tak naprawdę nie mając w zamiarze niczego kupować, samo oglądanie niekiedy jest fajne.
            Choć Agata najwyraźniej była zdeterminowana, aby coś kupić. Problem w tym, że Alex miała wyznaczoną konkretna godzinę, do której ma wrócić, aby wszystko szybko podliczyć. To była prawda w połowie. Fakt, musiała wrócić i wszystko policzyć, ale chciała też jeszcze coś załatwić w taki sposób, aby Aga o tym nie wiedziała. Zostawiła więc przyjaciółkę na zakupach, a sama dotarła do hali treningowej, mając przy okazji zamiar zabrać się z wszystkimi później do hotelu.
            Załapała się jeszcze na końcówkę treningu. Stanęła z boku, obserwując wszystko w milczeniu. Nie ruszyła się z miejsca, kiedy cała drużyna zeszła z boiska, pozbierała swoje rzeczy i ruszyła w stronę szatni. Przyglądała się im z uwagą, chcąc się dowiedzieć, w jakim kierunku dokładnie pójdą. I się dowiedziała. Poleciała więc od razu do Mieszka, podliczyli wszystko w tempie dosłownie ekspresowym, a potem poszła śladami siatkarzy.
            Gwar rozmów i szum wody doprowadziły ją do konkretnych drzwi. Stała pod nimi chwilę, nasłuchując, czy nikt nie raczy teraz wyjść. Ale raczej żaden nie miał takiego zamiaru, zawzięcie o czymś dyskutowali. Poza tym, wodę nadal słyszała. A kiedy ucichła, Bielecka doszła do wniosku, że to jest dobry moment, aby przejść do ataku. Najpierw weszła w ustawienia w telefonie i zastrzegła swój własny numer, aby nie wyświetlał się u nikogo, do kogo będzie dzwonić. Potem weszła w esemesy, odnalazła te od nieznanego numeru i kliknęła na niego, choć jeszcze nie nacisnęła guzika „połącz”. Musiała się do tego nastawić psychicznie. Pół minuty wystarczyło, bo po tym czasie słyszała już sygnał połączenia.
            Za to drugie ucho dosłownie przykleiła do drzwi. I cóż, nie myliła się, bo chociaż cicho, to jednak dosłyszała nagle grający telefon. Melodia była dziwaczna, nie znała jej, ale za to usłyszała lepiej, bo gwar rozmów nagle przycichł.
            - Telefon komuś dzwoni, słyszycie? – nie potrafiła rozróżnić głosów, bo były trochę przytłumione.
            - Żółte tulipany? Taka tandeta? Czujecie to?
            - Tandeta?! Najwyraźniej też słuchałeś, skoro znasz!
            - Odbierzcie to w końcu, bo nie dam rady tego dłużej słuchać!
            - Ale gdzie jest ten pieprzony telefon!?
            W tym samym momencie usłyszała „tak?” w słuchawce. Głos rozpoznała i, cóż, wszystkie złudzenia się rozwiały. Bo cały czas miała rację. Od razu się rozłączyła, nie mówiąc ani jednego słowa.
            - Ktoś sobie jaja robi, bo nie dość, że zastrzeżony, to się rozłącza jeszcze! – usłyszała za drzwiami głos pełen złości, ale już wiedziała, do kogo należy.
            Wybrała numer jeszcze raz. I znów słyszała sygnał połączenia.
            - No i dzwoni jeszcze raz! – dotarło do niej zza drzwi.
            Chwyciła lekko za klamkę. Potem delikatnie ją nacisnęła i uchyliła drzwi. Dźwięk przy uchu i głos, który usłyszała podwójnie powiedziały jej, że Michał odebrał połączenie. Ale wtedy Aleksandra szerzej otworzyła drzwi, stając w progu i nie przejmując dużą grupą w większości półnagich siatkarzy, którzy teraz dokładnie co do jednego mieli wzrok skierowany właśnie na nią. Patrzyła tylko na jednego. Na Kubiaka, który trzymał telefon przy uchu. Wolno opuściła rękę ze swoim telefonem, nie spuszczając z siatkarza wzroku.
            Zauważył ją. Nie potrafiłaby określić wyrazu jego twarzy w tym momencie. Na pewno nie był szczęśliwy. Bielecka też zresztą nie była szczęśliwa. Jak mogłaby być, skoro właśnie w tym momencie dowiedziała się, że wszyscy ją okłamywali?
            - Jak mogłeś…? – nic innego nie była w stanie powiedzieć.

30 lipca 2014

28. Pomóż im jakoś.



     No i po jaką cholerę dała się wmanewrować w ten głupi wyjazd do Sofii? Fakt, kasa była niezła, bo z tego co wiedziała, Przedpełski po tej aferze w Japonii, nie oszczędza teraz na kadrze i sztabie, więc przez jeden turniej zarobi tyle, co miałaby za trzy miesiące rozdawania ulotek. Albo i więcej. No dobra, na pewno więcej. A poza tym, będzie mogła spędzić przy tym trochę czasu z Agą, której wyjazd do Rzeszowa zbliżał się nieubłaganie. I tak, siedząc na sfatygowanej walizce, ze stoickim spokojem przyglądała się zamieszaniu panującemu na lotnisku, bo przecież polscy siatkarze nie mogli usiedzieć spokojnie na tyłkach. Oczywiście nie wszyscy, ale większość. Zagumny siedział z nosem w gazecie, a Możdżonek czytał jakieś opasłe tomisko, Agata sztorcowała właśnie Zbyszka, który w zrezygnowaniu przewracał oczyma, Igła z nieodłączną kamerą biegł za Kosokiem i Nowakowskim, uciekającymi w popłochu przed libero, Winiar jadł jakąś sałatkę owocową, plując we wszystkie strony pestkami z winogron, a Kurek z Jaroszem przekomarzali się, robiąc harmider na połowę Okęcia. Jeden wielki cyrk. Westchnęła cicho, zastanawiając się, czy aby przypadkiem nie zapomniała ładowarki, ale upewniwszy się w myślach, że owy przyrząd znajdował się na jej mądrej liście, odetchnęła z ulgą. Chwilę później ojciec przyniósł jej kubek z lurowatą kawą z automatu i przystanął obok, przyglądając się całemu interesowi.
    - Fajnie, że się zgodziłaś – mruknął Bielecki, kładąc jej rękę na ramieniu. – Oskar stwierdził, że jesteś jedyną osobą, która może go zastąpić. Chwalił cię do samego Przedpełskiego, a uwierz mi, nieczęsto mu się do zdarza.
     - Widzi pan; mówiłam, że komu jak komu, ale mi, uda się ją przekonać – Agata zmaterializowała się przy nich, szczerząc się od ucha do ucha. I przez sekundę Aleksandrze zrobiło się przykro, bo przecież już niedługo nie będzie mogła oglądać jej tak często, jak dotychczas. – Pan tego nie potrafił, a ja owszem.
     - Dobra, dobra. Już nie przypisuj sobie wszystkich zasług. Właściwie decyzję podjęłam wcześniej, ale udawałam niedostępną żeby się z tobą trochę podroczyć i wyłudzić szarlotkę pani Mai – wytknęła jej język. Bardzo dorośle.
     Bielecki zaśmiał się, bo cóż innego miał począć? Podczas pierwszego wyjazdu razem z dziewczynami obawiał się, czy czasem nie wynikną z tego jakieś większe kłopoty. I owszem, pojawiały się takowe, ale wszystko szybko rozchodziło się po kościach. Jednak najbardziej cieszyło go to, że zaczął jakoś dogadywać się z Aleksandrą. Jakoś, ale zawsze, a na pewno lepiej niż dotychczas. W końcu przestał być dla niej mężczyzną przesyłającym raz w miesiącu kwotę wyznaczoną przez sąd rodzinny i od wielkiego dzwonu zabierającym ją na kilkudniowe wakacje, które kończyły się wielką awanturą albo ignorowaniem się przez owy czas. Stali się rodziną; ojcem i córką, którzy bez względu na wszystko mogli na siebie liczyć. I właśnie dotarło do niego, że stracił dużo czasu. Czasu, który już nie wróci.
     - Aga, pssst! – usłyszała za plecami, a gdy podążyła za wzrokiem Borkowskiej, o mało nie spadła z tej cholernej walizki. Nie kto inny jak Michał Kubiak, chowając się za filarem, starał się przywołać jej przyjaciółkę, która minę miała co najmniej zdezorientowaną. Agata uniosła brew, ale po wymruczeniu jakiejś idiotycznej formułki, ruszyła w stronę przyjmującego i oboje zniknęli za owym filarem.
     Alex wymieniła z ojcem zdziwione spojrzenie i w tym samym momencie wzruszyli ramionami. Gdzieś obok przemknął Ruciak, narzekający ostatnio na problemy z kostką, więc Bielecki podążył za nim, wypytując o samopoczucie i grzebiąc w swojej wielkiej torbie w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby uśmierzyć jego ból. Aleksandra wzięła głęboki oddech, walcząc sama ze sobą, żeby czasem od razu nie polecieć za Borkowską, która wyraźnie coś przed nią ukrywała i bratała się z tym burakiem. Na pewno gadają o niej, bo zaczęły piec ją uszy. O nie, teraz to sobie nagrabili. Podniosła się z walizki, wcześniej prosząc Wiśniewskiego, który krążył gdzieś obok, rozmawiając przez telefon, by popilnował jej dobytku i ruszyła w stronę miejsca, gdzie przed momentem zniknęli Agata i Misiek, czając się jak ninja.
     - No i co? Odpisała? – usłyszała gorączkowy szept przyjaciółki, która wpatrywała się w telefon najprawdopodobniej należący do Kubiaka.
     - Nie, dlatego spróbowałem po raz kolejny, no ale chyba też nie brzmiałem na tyle przekonująco, żeby raczyła odpowiedzieć na wiadomość – westchnął, drapiąc się po głowie.
     To Kubiak wysyłał jej te wiadomości! To na pewno on! A numer dała mu Agata, bo któżby inny? A to zdrajca!
     - No wiesz, Agata! Nie spodziewałabym się tego po tobie! – Aga i Kubiak spojrzeli z przerażeniem na Bielecką, która mordowała ich spojrzeniem. – Jak widać, wyszła natura na włosach wypisana! Zresztą, kto dał ci prawo rozdawać mój numer? Jeszcze temu gburowi, no naprawdę… Może jeszcze napiszesz ogłoszenie z nim i porozklejasz je w całych Katowicach?!
     - Chryste, dziewczyno! Czy ty naprawdę myślisz, że ja do ciebie cokolwiek pisałem? – brwi Bieleckiej powędrowały ku górze.
     - A nie?!
     - Nigdy w życiu! – zaparł się Michał, krzyżując ramiona na piersiach. – Już tak sobie nie pochlebiaj. Znalazłem sobie dziewczynę, która ma wszystko w porządku z głową w odróżnieniu do niektórych.
     - Aha – tylko tyle zdołała wykrztusić, zanim odwróciła się na pięcie, wrzeszcząc przy okazji na biednego Zatiego, który niechcąco napatoczył jej się po drodze.
     No to niezłą idiotkę z siebie zrobiła.


Skoro nie Kubiak, to kto…? I do kogo on wypisuje?
     Owe pytania od kilkunastu minut zajmowały rudą głowę panienki Bieleckiej. Nie to, że interesowało ją kim jest ta jego dziewczyna, broń Boże!, ale postanowiła odrobinę podpuścić Agatę, która nieświadoma podstępu, wszystko jej pięknie wypaplała. Zawsze wystarczyło napomknąć jej słowem, a ona wyśpiewywała wszystko. Klapnęła sobie pomiędzy czytającym Łowca polskiego Możdżonkiem a jedzącym batona Ziomkiem, więc mogła liczyć na chwilę względnego spokoju. Względnego, bo Igła nadal biegał z kamerą, szukając czegoś, co mógłby pokazać na swoim blogu. Że też to mu się jeszcze nie znudziło, no naprawdę.
     Telefon, który miała w kieszeni swoich krótkich spodenek po raz kolejny zawibrował, wydając przy tym idiotyczny dźwięk przypominający beczenie owcy. Po powrocie do domu zabije Tomka, który kolejny raz zmienił jej dzwonek, uznając to za mega wyszukany dowcip. Przesunęła palcem po wyświetlaczu elektronicznego cudeńka i wyrwało jej się krótkie przekleństwo, które momentalnie przyciągnęło zdegustowane spojrzenie Marcina. Nieładnie, Aleksandro.
,,Jesteś słodka, gdy tak marszczysz ten swój uroczy nosek. I do twarzy Ci w tym kolorze, Alex.”
     Przeczytała i poczuła oganiającą ją falę gorąca. Osoba wysyłająca te wszystkie durne wiadomości musiała znajdować się gdzieś w pobliżu. Uniosła wzrok, mordując spojrzeniem wszystkich, którzy kręcili się w pobliżu. Od razu z kręgu jej podejrzeń wypadli dyskutujący ze sobą Zagumny i Ruciak, bo przecież obaj są już starsi i ustatkowani, Wiśniewski, drzemiący na ramieniu Kosoka, który siedział z nosem w tablecie i Kurek, który właśnie wystukiwał coś na klawiaturze telefonu…
     Zaraz, zaraz.
     - Kuraś, do kurwy nędzy, fajnie się bawisz?! – ryknęła, wstając na równe nogi. Sekundę później stała już obok siatkarza, wybijając paznokieć w jego klatkę piersiową.
     - Niby w co się bawię? – oczy Bartosza momentalnie osiągnęły wielkość pięciozłotówek. Zdezorientowany, cofnął się o krok. Zawsze wiedział, że z tym małym rudzielcem jest coś nie tak, ale swój gniew zawsze skupiała na Kubiaku, a reszta drużyny miała święty spokój. Jak widać; do czasu.
     - No wypisujesz do mnie te wszystkie esemesy! – podsunęła mu pod nos swoją komórkę, co było dla niej dość trudne, zważywszy na różnicę wzrostu pomiędzy nią a Bartkiem.
     - Ale to nie…
     - Jak chcesz mi coś powiedzieć, to zrób to prosto w oczy, a nie zachowujesz się jakbyśmy byli w gimnazjum – przewróciła oczami.
     - Ale to nie ja do ciebie wypisuję, to nie jest mój numer! Rudy, chodź tutaj i potwierdź! – pociągnął Jarosza za ramię, który zmarszczył brwi, wpatrując się w wyświetlacz czarnego Samsunga.
     - Potwierdzam, numer Kurka zaczyna się od 726 – mruknął Rudy, a sekundę później na jego twarz wpłynął szelmowski. – Masz wielbiciela, kurwa jasna!
     Kurwa jasna. Trafne podsumowanie.
     - Także ten, Bartek… - podrapała się po głowie, czując rumieniec wpływający na jej bladą twarz. – Przepraszam – mruknęła i pomknęła w stronę łazienki.
     Zachowała się jak idiotka. Po raz kolejny.


     Tak się jakoś złożyło, że podróż miała pannie Aleksandrze Bieleckiej upłynąć w towarzystwie pana Piotra Nowakowskiego. W sumie to i lepiej, miała okazję odizolować się od Agaty i zacząć przyzwyczajać do tego, że nie będzie już codziennie gdzieś w pobliżu. Trzeba było nauczyć się żyć bez niej. Zresztą, nie mogła jej przeszkadzać w szczęściu. Ani w odpoczywaniu. Poranna pobudka, bardzo wczesna zresztą, nikomu nie służyła. I wszyscy prawie posnęli, gdy tylko autobus wzbił się w powietrze. Jedynie Możdżonek wytrwale coś czytał. I Mieszko przeglądał tysiące danych, jakby się stresował. Cóż, pewnie tak było, w końcu pierwszy raz został z robotą prawie sam. No i Piter na siedzeniu obok, grał całkiem zawzięcie w Angry Birds. Przyglądała się tej grze nie wiadomo po co w sumie, ale przynajmniej zajmowało to czas. I chyba odrobinę irytowało Piotra, bo w końcu wyłączył grę i spojrzał na nią z wyczekiwaniem w oczach.
     - No co? – powiedziała jedynie.
     - No nic – westchnął. - Skupić się nie mogę, jak mi tak na ręce patrzysz.
     - Aha – prychnęła sobie, krzyżując ręce pod biustem i odwróciła głowę.
     Wzrokiem natknęła się na nikogo innego jak na Michała Kubiaka. Spał sobie i nawet cichutko pochrapywał, co wyglądało i brzmiało całkiem uroczo. Uroczo?! Bielecka, czy ty na głowę upadłaś? Kubiak nigdy w życiu uroczy nie będzie. Ale zagapiła się tak czy siak i Piotrek nie omieszkał tego nie zauważyć.
     - Zazdrosna jesteś – odezwał się, a Alex momentalnie na niego spojrzała.
     - Że co? – spytała głupio.- Coś ci się chyba pomyliło. O kogo niby?
     - No jak o kogo? O niego – kiwnął głową, wskazując tym samym na Michała.
     - Chyba kpisz!
     - Och, Dale, proszę cię. Kogo chcesz okłamać? Siebie? Przecież widziałem tę scenę na lotnisku.
     - No i co z tego? Byłam przecież zła, że Aga dała mu mój numer.
     - A potem wściekła, że to do kogoś innego coś pisze, a nie do ciebie. Jak widzisz, trzeba się było brać, jak chciał. Teraz ma inną i o to jesteś zła. Zazdrościsz jej jego.
     - Co… - zamurowało ją, nie wiedziała co więcej ma powiedzieć, a przecież zawsze taka wygadana była. Wydała z siebie tylko jakiś dziwny dźwięk złości, walnęło Pitera lekko w ramię, a potem się odwróciła, obrażona.
     - Jak dziecko, po prostu jak dziecko – pokręcił głową, choć nie mogła tego widzieć.- Ja naprawdę swoje wiem i nie musisz przede mną udawać.
     - No czego udawać? – odwróciła się z powrotem.- Niczego nie udaję. Nie byłbyś zły, gdyby ktoś bez twojej wiedzy dał twój numer komuś, kogo nie lubisz?
     - Kogo nie lubisz…- powtórzył, patrząc na nią wymownie.- Kogo lubisz za bardzo. To prawda, Dale. I to widać po tobie. Więc naprawdę odpuściłabyś sobie tę szopkę. I albo się w końcu zdecydujesz, albo pozwól mu być z jakąś nową, bo najwyraźniej faktycznie sobie jakąś znalazł.
     - Wszyscy są tacy mądrzy… Ale nikt nie pomyśli, co ja mogę czuć.
     - Pomyśl lepiej, co on czuje, jak tak ciągle nim pomiatasz. Albo się wydzierasz, albo ignorujesz. A za chwilę dajesz strzępek nadziei. Trochę się nim bawisz, wiesz?
     Otworzyła usta, chcąc już coś odpowiedź, najlepiej coś, co Piterowi zamknęłoby w końcu buzię, po czym nie miałby już nic do gadania, ale jakoś nic nie przyszło jej do głowy. Najprawdopodobniej dlatego, że faktycznie w tym, co mówił, było całkiem sporo prawdy. Ale przecież nie mogła się do tego przyznać, za nic w świecie.
     - Duma w tobie siedzi, wiem – nie mógł nie dokończyć, musiał jeszcze coś powiedzieć.- Ale skoro się zakochałaś, to czemu cały czas przeszkadzasz sama sobie i nie chcesz się uszczęśliwić?
     - Nie zakochałam się! – Zatorski siedzący przed nimi, aż podskoczył, słysząc to praktycznie wykrzyczane zdanie. Widać było przez chwilę jego głowę nad oparciem, jak dosłownie wystrzelił w górę, równocześnie się budząc.- I naprawdę przestałbyś już wygadywać te bzdury!
     Piotrowi nie pozostawało nic innego, jak tylko westchnąć ciężko. Ale wiedział, że i tak zasiał to ziarenko niepewności i Aleksandra będzie teraz myślała o tym, co powiedział. Może też w końcu coś z tego wyniknie. Może.


     Agata miała kiedyś wrażenie, że ta taka prawdziwa miłość dopadła ją w drugiej klasie liceum. Teraz, jak na to patrzyła z perspektywy czasu, wydawało jej się to naiwne. Ale tak naprawdę wtedy, z tym Rafałem… Była zakochana. Całkiem na serio. Uczucia, które jej wtedy towarzyszyły były porównywalne do tych, które towarzyszyły jej teraz. A przynajmniej na początku, bo aktualnie jednak, kiedy próbowała sobie to przyrównać, dostrzegała kolosalną różnicę, bo teraz, ze Zbyszkiem, czuła, że to naprawdę jest to. Czuła w inny sposób niż wtedy, gdy miała te siedemnaście lat. Wtedy jej się wydawało. Teraz wiedziała już na sto procent. Tak samo jak wiedziała, była pewna, że decyzja o wyjeździe do Rzeszowa była trafna. I zdawała sobie sprawę, że tam będzie miała Zbigniewa niemalże na co dzień. A Alex już nie. Może dlatego chciała jeszcze skorzystać z ostatniego czasu i, wracając ze spaceru z Bartmanem, planowała jakiś taki trochę babski wieczorek. Pogaduchy i obejrzenie jakiegoś ckliwego filmu, coś w tym stylu. O ile Bielecka nie będzie zajęta danymi i tego typu rzeczami, których Aga kompletnie nie rozumiała. Jakaś czarna magia.
     - Pomóż im jakoś – usłyszała jeszcze od Zbyszka, już pod drzwiami pokoju, zanim poszedł w swoją stronę.
     Weszła do pokoju. Aleksandra siedziała na łóżku, standardowo wgapiając się w laptopa. Borkowska dostrzegła, że przegląda demotywatory na zmianę z danymi, co wydało jej się całkiem zabawne. Od razu skierowała się do łazienki, aby tam zmyć makijaż. Żadna z nich się nie odezwała, jednak Agata zostawiła drzwi od łazienki otwarte.
     - Nieźle dzisiaj wyskoczyłaś! – zawołała, aby przyjaciółka na pewno ją usłyszała.- Jak w ogóle mogłaś pomyśleć, że dałabym komuś twój numer bez zapytania o to ciebie?
     Alex idealnie ją zignorowała. Nie odezwała się słowem, nie odwróciła nawet głowy, by spojrzeć w kierunku łazienki. Klikała tylko coś zawzięcie w komputerze. Chwilę później z głośników ryknęła Britney Spears. Borkowska aż podskoczyła przed lustrem.
     - Ty się na pewno dobrze czujesz? – stanęła w drzwiach łazienki, patrząc na przyjaciółkę.
     Bielecka dopiero po tym pytaniu bardzo powoli odwróciła głowę w stronę Agaty. Ściszyła piosenkę, nadal milczała, mrugnęła trzy razy.
     - Co to za dziewczyna? – spytała w końcu spokojnie i stanowczo.
     Teraz to Agata zamrugała, z niedowierzaniem zresztą. A jednak. Jednak spytała, co ewidentnie świadczyło o ciekawości kierowanej zazdrością. Znała to uczucie, więc wiedziała, co takiego może dziać się w głowie Aleksandry. Problem w tym, że ta dziewczyna, do której rzekomo Kubiak pisał esemesy, nie istniała. Nie chciała kłamać, ale wymiganie się teraz od odpowiedzi wywołałoby wrażenie, że właśnie w tym momencie coś ściemnia, a do tego stoi po stronie Michała a nie własnej przyjaciółki.
     - Nie do końca wiem… - zaczęła odrobinę niepewnie.- Nie szło mu z tobą, a jak pojechał do domu, to spotkał jakąś starą koleżankę ze szkoły i to właśnie ona jest – Bielecka nic nie mówiła, jedynie nadal patrzyła tym wyczekującym wzrokiem, więc Aga odczytała to jako prośbę o dalsze mówienie.- Jakaś wysoka brunetka – powiedziała to specjalnie, wiedząc, że Aleksandra od zawsze marzyła o długich kruczych włosach a do tego miała problem ze swoim wzrostem, zwłaszcza w otoczeniu siatkarzy. Jej mina jednak się nie zmieniła, kiedy to usłyszała.- Zosia.
     - Phi, Zosia, co to za imię…
     Agata się uśmiechnęła. A jednak. Jednak podziałało.
 ____
No i gratis od nas:  


2014-07-30 12:27:04 :: Aleksandra
I kropka, nie? nie wiadomo, co dalej.

2014-07-30 12:27:25 :: Agata
no ;c

2014-07-30 12:27:29 :: Aleksandra
Kurde no.

2014-07-30 12:27:33 :: Aleksandra
Może trzeba siku iść.

2014-07-30 12:27:40 :: Aleksandra
Albo gary zmyć jakieś, o.

2014-07-30 12:28:47 :: Agata
Daj spokój, u mnie w domu taki syf, że aż wstyd mówić. miałam się za to dzisiaj wziąć, ale Brydzia ważniejsza.

2014-07-30 12:29:06 :: Aleksandra
Ojej.

2014-07-30 12:29:32 :: Aleksandra
To zdanie jakby czytelniczki przeczytały, to by Cię po stopach wycałowały :D





16 maja 2014

27. Ta szarlotka mnie przekonała.

     - Nie jest szkoda zostawiać ci tego…? – Agata usiadła na dywanie, dzierżąc w dłoniach ogromny kubek z herbatą o smaku słodkiej gruszki, osłodzonej standardową łyżeczką cukru. Te kilka wolnych dni między meczami Ligi Światowej a Final Six postanowili spędzić w jastrzębskim mieszkaniu Zbigniewa i rozkoszować się swoją obecnością bez żadnych wrzeszczących siatkarzy i nafoszonych, małych rudzielców, udających, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Kryzys w związku związany z pojawieniem się blond Dominisi na szczęście został już na dobre zażegnany i oboje tonęli w morzu miłości, snując plany na przyszłość. Wspólną przyszłość. – W sensie mieszkania, kumpli i przede wszystkim tego kretyna, Miśka? – doprecyzowała myśl, widząc ściągnięte brwi atakującego.
     - Będzie. I to bardzo – powiedział w końcu, wrzucając do walizki stos uprasowanych przez Agatę, koszulek. – Ale przecież taka jest moja praca. W Jastrzębiu nie było mi tak dobrze, abym mógł pozostać tu przez jeszcze jeden sezon – wzruszył lekko ramionami i usiadł obok rudowłosej, oplatając ją ramieniem. – Tobie pewnie też będzie trudno rozstać się z tym małym, okropnym rudzielcem, nie?
     Westchnęła tylko, a w jej oczach momentalnie zebrały się dwie słone krople, które, spływając po policzkach, torowały drogę kolejnym. Czy będzie trudno…? To mało powiedziane. Sama myśl o tym, że wkrótce będą musiały się rozstać, nie pozwalała Borkowskiej normalnie funkcjonować. Samo to, że teraz nie będą widywały się codziennie, nie będą mogły rozmawiać się sobą twarzą w twarz czy nie będzie mogła wypłakać jej się w ramionach albo razem z nią celebrować każdy, nawet najmniejszy sukces, sprawiało, że zaczęła mieć wątpliwości czy zrobiła dobrze, decydując się na ten cholerny Rzeszów. Ale przecież to z Zibim chce iść przez życie, to z Bartmanem chciałaby kiedyś założyć rodzinę i to właśnie przy nim obiecała sobie być najszczęśliwszą kobietą pod Słońcem. Tylko co z tego, skoro na samą myśl o tym, że Aleksandra zostanie w Katowicach, pęka jej serce?
     - O nie, nie, nie. Błagam, nie płacz – wyciągnął z jej dłoni porcelanowe naczynie i odstawił je na szklany stolik, następnie ujmując jej drobną twarz. – Przecież Rzeszów to nie koniec świata; wystarczy kilka godzin w pociągu albo w aucie i znowu będziecie mogły paść sobie w ramiona i obgadać cały świat. No już, nie płacz – scałował z jej twarzy dwa słone potoki. – Wujek Zibi zajmie się tobą, obiecuję – tym razem musnął jej usta bez żadnego skrępowania, wkładając dłoń pod t-shirt Borkowskiej i rozpoczynając walkę z niechcącym współpracować biustonoszem.
     - Tobie to tylko jedno w głowie! – fuknęła, bezskutecznie starając się uwolnić z silnych ramion Zbigniewa. – Czasami jesteś taki monotematyczny, no naprawdę – zdążyła jeszcze wymruczeć, zanim jego gorące wargi odnalazły jej usta. Całował ją mocno, z ogromną pasją, starając się za wszelką cenę odciągnąć jej myśli od Bieleckiej.
     I to całe odciąganie od Aleksandry chyba odniosło zamierzony skutek, bo już sekundę później siedziała na nim okrakiem, jednocześnie ściągając z siatkarza podkoszulek, który sekundę później wylądował w bliżej nieznanym kierunku. Palce dziewczyny przesuwały po jego wyrzeźbionej klatce piersiowej, w dalszym ciągu wzbudzając ogromy zachwyt. Bo Zbigniew był dla niej ideałem mężczyzny; wysoki, przystojny, czarujący, a przede wszystkim dobry i z wielkim sercem, do którego znalazła już klucz.
     Pocałunki z każdą chwilą stawały się coraz bardziej zachłanne, aż do momentu, gdy obojgu brakło tchu. Jedno porozumiewawcze spojrzenie w oczy wystarczyło. Sekundę później Zibi majstrował przy zamku spodenek Agaty, wyklinając w myślach projektanta odzienia. Rozpalona rudowłosa, widząc, że jej wybranek nie radzi sobie z ubraniem, przejęła inicjatywę, ściągając z siebie wszystkie ubrania.
     To był szybki seks; pełen namiętności, głośnych jęków i zadrapań pozostawionych na zbyszkowych plecach.
     - To było coś – mruknął Bartman, rozkładając się na miękkim dywanie i pocałował Agatę w czoło. – Strasznie cię kocham, wiesz? Może nieczęsto to mówię i czasem robię coś źle, czego potem cholernie żałuję, ale musisz wiedzieć, że jesteś dla mnie najważniejszą kobietą na świecie – jego głos brzmiał tak szczerze, jak nigdy dotąd. – I wiem, że będzie nam dobrze, dlatego błagam cię, żebyś nie pozwoliła mi tego spieprzyć.


     Otępienie. To było najlepsze słowo na to, jak czuła się Aleksandra Bielecka przez cały lot z Finlandii do Polski, a potem na lotnisku, kiedy to obserwowała wszystkim żegnających się ze sobą. Chociaż w perspektywie i tak mieli ponowne spotkanie i to już za tydzień. Nawet nie zdążą się stęsknić.
     Ten dziwny stan trwał też w drodze z Warszawy do Katowic. Rejestrowała całą treść rozmowy toczącej się między Agatą a jej własnym ojcem na przednich siedzeniach samochodu. Odpowiadała grzecznie na zadawane jej całkowicie nagle pytania. Trawiła nawet podświadomie sens wypowiadanych słów, informacji, z których wynikało, że Borkowska tylko na jeden dzień jedzie z nimi do Katowic, a następnego dnia rano i tak wybywa. Do Jastrzębia, tak? Coś tam Aleksandrze w głowie świtało, ale i tak nie miała pojęcia, z czym to się wiąże. Na przekór, powtarzała sobie w głowie, że ją to nawet nie obchodzi. Żeby poczuć odrobinę złośliwości, ale też, żeby sobie to wmówić.
     Tak więc, pomijając odpowiedzi na wszystkie zadane jej w samochodzie pytania, sama z siebie nie powiedziała ani słowa. Jedynie „dziękuję, do widzenia, cześć”, kiedy wysadzili ją przed blokiem. Nic ponad to.
     Po prostu godziła się w myślach z całą tą sytuacją.
     Po wejściu do domu i rozpakowaniu zawartości walizki, od razu zadzwoniła do Magdy, o której wspominała Agacie ledwie trzy dni wcześniej. Siedziała na podłodze między kupkami ubrań, co chwilę znajdując coś, co wcale nie należało do niej, a do drugiej rudej połówki, co tylko sprawiało, że było jej zwyczajnie trudniej. Trudniej nawet wymówić jakieś sensowne słowo do koleżanki. Ta wydawała się jednak w jakiś sposób coś rozumieć i przejęła na siebie ciężar rozmowy, o ile można było to nazwać rozmową, a nie monologiem, w którym zawierały się wszystkie najważniejsze informacje odnośnie jutrzejszej pracy Alex.
     Szczyt marzeń raczej to nie był, ale tak naprawdę, żeby jakoś przetrwać i mieć możliwość wyniesienia się z tego zapchanego mieszkania, musiała łapać się wszystkiego. Wewnętrzna duma podszeptywała gdzieś w głowie, że to wstyd. Zmusić się jednak trzeba było i stać na środku chodnika, wpychając ludziom ulotki, których wcale nie chcieli brać. Na domiar złego, było jeszcze okropnie zimno, choć to przecież lato. A przez to wszystko tylko czuła się coraz gorzej. Trochę wiało, irytowała ją więc uciekająca chusteczka. Miała grzecznie leżeć, owinięta wokół szyi, taki stajl przecież, a tu nici. Włosy też wiatr psuł, fryzurę, której i tak nigdy przecież nie miała ułożonej. A tu właśnie szedł taki przystojny chłopak! Już, już chciała wcisnąć mu do ręki ulotkę, ale przypomniała sobie, że to wstyd przecież, tak rozdawać reklamy. A do tego, że i tak w tym momencie nie wygląda. Uśmiechnęła się wiec jedynie niemrawo, kiedy na nią spojrzał, ale nie wyciągnęła ręki z kolorową karteczką. No i dobrze, bo wzrok miał pełen politowania. No wstyd jak nic! Nic dziwnego, ze tak ludzie reagują! Postarała się jednak uśmiechnąć do kobiety koło czterdziestki i, na szczęście, owa pani ulotkę wzięła. Chociaż tyle.
     Kiedy wciskała kolejną do ręki jakiemuś staruszkowi, w kieszeni poczuła wibracje telefonu. Nie powinna się zapewne odrywać od pracy, ale w obecnej chwili było to dosłownie wybawienie. Wybawienie od nudy. Wyciągnęła więc elektroniczne cudeńko, a kiedy na ekranie dojrzała nieznajomy numer, jedynie zmarszczyła brwi. Urody to nie przydawało, niestety. Ale wiadomość otworzyła, bo czemu by nie?
     „Nie wiem, co ze mną zrobiłaś. Myślę o Tobie cały czas.”
     No też coś! Ładne jaja sobie ktoś urządza. Albo to po prostu jakaś pomyłka. Pomyłka, przez którą jakaś panienka nie dostanie, jak by nie patrzeć, cudownego w jakiś sposób esemesa, a co za tym idzie, nie dowie się o uczuciach chłopaka. Ale jakoś nie było Aleksandrze jej szkoda. Najprawdopodobniej dlatego, że sama w tej kwestii szczęśliwa nie była i zazdrościła poniekąd tym, którzy szczęśliwi są. Ale ci państwo nie będą. Bo nawet nie zamierzała się fatygować, żeby odpisać, ze to pomyłka. Zresztą, nie miała nic na koncie, standard, więc od razu wrzuciła telefon z powrotem do kieszeni. A chwilę później wepchnęła ulotki grupce dziewcząt, gdzieś tak koło dwunastu lat. Chociaż kto to tam wie, w dzisiejszych czasach… Nigdy nic nie wiadomo. Dwunastoletnie dziewczynki mogą wyglądać na osiemnastolatki niekiedy. Zajęła się myśleniem o tym, przez co prawie zapomniała, co w ogóle powinna robić. Z tych myśli jednak wyrwał ją telefon. Znowu. A niech to tylko będzie ten numer nieznajomy, to… To… To na pewno nie odbierze, o!
     Numer jednak był znajomy. Na wyświetlaczu wyświetlał się napis „Tato”.
     Westchnęła ciężko. Nie bardzo było wiadomo dlaczego ogarnęła ją nagle taka niechęć do rozmowy z ojcem. Być może dlatego, że, póki co, nie chciała mieć nic wspólnego z tą całą siatkówką, a Aleksander Bielecki samym sobą po prostu o tym wszystkim przypominał. O niektórych osobach na przykład. Ale, kurczę pieczone, jeśli nie odbierze, to znowu będzie, ze się obraziła i utrudnia mu kontakty.
     - Cześć, tato. Nie bardzo mogę teraz rozmawiać, pracuję – poinformowała od razu, odbierając połączenie. Nie dała mu się nawet przywitać, tylko od razu powiedziała swoje i miała zamiar się rozłączyć.
     - Ale czekaj, Oleńko, mam sprawę!
     Niemalże zazgrzytała zębami. Powstrzymała się jednak przed powiedzeniem czegoś na temat tego, ab nie mówił do niej „Oleńko”. Ładna forma, nie zaprzeczajmy, ale jakoś tak… Jakby mówił do dziecka. Przecież Aleksandra Bielecka nie była już takim znowu dzieckiem.
     - No mów – burknęła jedynie. Niezbyt przyjemnie, ale nie potrafiła się zmusić, aby mówić miło.
     - Powiedz mi, co ty teraz robisz… To znaczy, czym chcesz się zająć przed studiami, bo wiesz, głupio by było siedzieć trzy miesiące i nic nie robić.
     Miał rację. Miał cholerną rację. Nie mogła siedzieć na dupie tak długo i nie zarabiać, bo inaczej na stałe utknęłaby z rodziną, a tego sobie zdecydowanie nie życzyła.
     - Przecież ci powiedziałam, pracuję właśnie.
     - Ach, faktycznie… - wymruczał, jakby odrobinkę zawiedziony.- A co robisz dokładnie?
     Że też musiał o to zapytać… A tak jej było wstyd się przyznać!
     - Ulotki rozdaję – odpowiedziała zgryźliwie.
     - Ulotki? – zaskoczenie było wyraźne, rozczarowanie też tam gdzieś w głosie ojca przebijało, aż się poczuła głupio.- Ulotki, ach tak… - wymruczał, jakby do siebie.- I uważasz, że to jest szczyt twoich możliwości?
     - Co? – zdziwiła się.- Nie, oczywiście, że nie! A myślisz, że z radością to robię? Sam se znajdź jakąś lepszą pracę, ważne, że w ogóle coś robię, a nie żeruję na rodzicach! – wybuchła, co się dziwić, aż przechodząca obok parka spojrzała na nią dziwnie.- Wszyscy tacy mądrzy, ale tylko gadać potrafią, bo zrobić to nic nigdy nikt!
     Bieleckiego na chwilę zamurowało. Dosłownie.
     - Hej, hej, spokojnie! – odezwał się w końcu.- Księżniczko moja, ja właśnie w tej sprawie, bo chciałem ci pomóc z tą pracą. Znalazłem całkiem fajną dla ciebie i myślę, że ci się spodoba.
     W tym momencie Aleksandrze zrobiło się jeszcze bardziej głupio. To był taki inny rodzaj wstydu. No naskoczyła na ojca tak bez powodu w sumie, zamiast posłuchać, co w ogóle ma do powiedzenia.
     - Przepraszam – powiedziała w końcu, co również Olka zaskoczyło. Bo ona przecież zawsze taka wygadana i dumna była, usłyszeć z jej ust „przepraszam” to po prostu święto jakieś. Czy powinien to sobie zapisać w kalendarzu? Nie dopowiedziała nic więcej, więc uznał, że może już mówić.
     - Małe Jarzębiątko już się urodziło – poinformował.
     - O, fajne – poniekąd była wdzięczna za zmianę tematu.
     - No i właśnie w związku z tym…
     - Co, będziesz chrzestnym? – zaśmiała się.
     - Nie, na pewno nie – nie wiedziała o tym, ale również uśmiechnął się pod nosem.- Po prostu przez to nie może jechać z nami do Sofii, bo wiesz, głupio by było. Trzeba mu dać trochę czasu, żeby się nacieszył, a nie ciągnąć od razu gdzieś na drugi koniec Europy.
     - Aha… - tak palnęła, bo nie wiedziała co.- A to chłopiec czy dziewczynka?
     - Chłopiec, chłopiec…
     - Może też statystykiem będzie za dwadzieścia lat – nawet się cicho zaśmiała.
     - No właśnie! – Bielecki postanowił wykorzystać okazję.- Bo on nie może i brakuje nam statystyka przez to, a Mieszko nie da rady sam ze wszystkim.
     - A to mało macie tych statystyków tam? Pewnie ktoś będzie chętny, bo kto by nie chciał do Sofii pojechać…
     - I myślisz, że to tak łatwo kogoś we wszystko wdrożyć i wytłumaczyć na trzy dni przed wyjazdem? Żeby poznał przeciwników i wszystkie dane ich dotyczące?
     - No okej, pewnie nie, ale co ja mam z tym wszystkim wspólnego? – zadała w końcu to zasadnicze pytanie.
     - No bo ty to wszystko ogarniasz przecież, zajmowałaś się tym z nimi…
     - No i…? – udała, że nie rozumie, co tacie chodzi po głowie i co próbuje jej zasugerować.
     - No i może pojechałabyś z nami? Pomogłabyś Mieszkowi i na pewno poradziłabyś sobie lepiej niż ktoś całkowicie nowy.
     - Co!? – o nie nie nie, miałaby teraz znowu pakować się w to całe towarzystwo, słuchać, jak jej znowu ktoś dokucza, jak robi sobie żarty, a na domiar złego, codziennie przez te kilka dni patrzeć na mordę Michała Kubiaka? – Nie, tato, proszę cię! Nigdy w życiu!
     - Ale Oleńko, czemu ty tak reagujesz?
     - Po prostu nie chcę, rozumiesz? To dla mnie za trudne i nie odnajduję się wśród tych ludzi. Już wolę rozdawać ulotki!
     - Ale zastanów się jeszcze! – ledwo to usłyszała, bo już się rozłączała, a potem całkowicie wyłączyła telefon.
     Co to w ogóle za pomysł… Jakby jej za łatwo w życiu było. Miałaby jechać i nadal się męczyć, patrzyć na szczęśliwych ludzi i na tych, którzy ją irytują. A przy okazji nic z tego nie mieć. Naprawdę, nigdy w życiu.


     Zbyszek obiecał, że na dzień przed wylotem do Sofii jeszcze raz wpadniemy do Katowic. I ucieszyło mnie to ogromnie, bo rodziców widziałam po raz ostatni po turnieju Ligi Światowej w Finlandii, ale tylko raptem przez jeden dzień, więc nawet nie zdążyłam się za nimi porządnie nacieszyć. Ale nie tylko z ich powodu wpadłam do rodzinnego miasta; dostałam superważną misję od samego Olka Bieleckiego, który stwierdził, że od powodzenia owego przedsięwzięcia zależy zwycięstwo naszej Reprezentacji w Final Six. Jako, że Jarząbkowi zachciało się zadbać o przyrost naturalny, zostaliśmy bez statystyka, a biedny Mieszko nie ogarnie przecież wszystkiego w pojedynkę, dlatego PZPS razem ze sztabem szkoleniowym stwierdzili, że Kaczmarczyka zastąpić może tylko i wyłącznie jedna osoba. Mianowicie Aleksandra Bielecka.
     Z ogromnym zniecierpliwieniem czekałam na raport taktyczny, który esemesem miał wysłać mi pan Łysy Terrorysta. Doskonale wiedziałam, że jeśli Alex nie dała mu się przekonać, miałam brać ją na litość. Zibi stwierdził, że to poroniony pomysł, bo i tak kapnie się, że to właśnie Olek nas przysłał, strasząc urwaniem głowy, jeśli nie pojawimy się całą brygadą jurto na Okęciu, więc musiałam spróbować. Bo jak to mówią: tonący brzytwy się chwyta. I chyba przyciągnęłam go myślami, bo na wyświetlaczu mojego telefonu komórkowego pojawiła się wiadomość, której nadawcą był nie kto inny, jak właśnie fizjoterapeuta. ,,Dupa. Jedna wielka dupa.”, przeczytałam i westchnęłam ciężko, posyłając Bartmanowi spojrzenie, które jak Rafaello - wyrażało więcej niż tysiąc słów.
     Maja Borkowska, zwana również moją mamą, strasznie przejęła się rolą gospodyni i właśnie wpychała w Zibiego trzeci kawałek szarlotki z lodami waniliowymi, który on posłusznie pochłaniał, najwyraźniej nie chcąc narazić się przyszłej teściowej. Ogólnie rzecz biorąc, Zbigniew zachowywał się bardzo grzecznie, zważając na każde wypowiadane słowo, jakby od tego zależała nasza przyszłość. Chociaż sądząc po minie mojej mamy, była oczarowana Zbyszkiem. Gorzej było z ojcem – wiadomo; nigdy nie pogodzi się z tym, że jego księżniczka nie jest już malutką dziewczynką i postanowiła sobie ułożyć życie obok prawie dwumetrowego rycerza,  który ma zamiar wywieźć ją prawie dwieście pięćdziesiąt kilometrów dalej. Przyglądał się Zbychowi badawczym wzrokiem, w milczeniu popijając filiżankę białej kawy, a ja mało nie parsknęłam śmiechem, obserwując ich wszystkich.
     - Zbyszku, może jeszcze kawałek…? – mama uśmiechnęła się, wskazując na talerz z ciastem. Spojrzałam na przerażoną twarz atakującego i wiedziałam, że nie będzie potrafił jej odmówić, mimo tego, że nie zmieści już kolejnej porcji szarlotki.
     - Mamo, daj spokój – zainterweniowałam, ratując ukochanego ze szponów chcącej nakarmić wszystkich rodzicielki. – Jeśli będzie chciał, sam się poczęstuje – dodałam szybko z uśmiechem, widząc jej minę. – A teraz wybaczcie, ale musimy skoczyć do Alex. To sprawa niecierpiąca zwłoki.
     - Och, nie pamiętam już, kiedy po raz ostatni widziałam małą Alę – mama zadumała się na moment, ale sekundę później biegła już do kuchni. – Zapakuję jej kawałek ciasta! Przecież tak lubi moją szarlotkę – przewróciłam oczyma, ciągnąc Zbycha za rękę w stronę wyjścia przy którym już czekała na nas mama z tekturowym pudełkiem ze słodką zawartością.
     Gdy w końcu dało nam się opuścić rezydencję państwa Borkowskich, ruszyliśmy w stronę osiedla, na którym rezydowała familia Bieleckiej. Prawdę mówiąc nie bardzo uśmiechało mi się powadzenie tam Zbigniewa, dokładnie wiedząc, że Alex zawsze czuła się głupio, przyjmując w tej klitce gości. Nawet ja nie należałam do częstych gości w jej domostwie, bo, prawdę mówiąc, każdy siedział sobie tam na głowie, dlatego zazwyczaj przesiadywałyśmy w moim domu. Pomyślałam więc, że może uda nam się wyciągnąć ją na spacer i na neutralnym gruncie uda nam się przekonać ją do przyjęcia propozycji PZPS.
     - Twoja mama to naprawdę fajna kobieta. I ładna – powiedział Zibi, przerywając moje rozmyślania.
     - A co to ma za znaczenie? – ściągnęłam brwi i posłałam mu badawcze spojrzenie. Czyżby wolał zmienić mnie na starszy o dwadzieścia dwa lata model?
     - No wiesz, mój ojciec kiedyś powiedział, że zanim na stałe zwiążę się z jakąś kobietą, muszę zobaczyć jak wygląda jej mama, bo prawdopodobnie ona będzie wyglądała tak w jej wieku – powiedział, łapiąc mnie w pasie. –  Chodzi o to, żeby nie brać kota w worku, jeśli wiesz co mam na myśli.
     - Powiedzmy, że wiem – wzruszyłam ramionami. – A działa to w obie strony?
     - Nie wiem, tato o tym nie wspominał – widząc jego minę, miałam ochotę parsknąć głośnym śmiechem, jednakże moją uwagę przyciągnęła postać ubrana w żółty t-shirt z logiem banku, przed którego siedzibą rozdawała ulotki, które najprawdopodobniej wychwalały instytucję pod niebiosa.
     Rzadka barwa włosów, która wystawała spod kanarkowej czapki świadczyła o tym, że osobą wciskającą ludziom owe karteluszki, była właśnie Aleksandra Bielecka. Zibi chyba też ją zauważył, bo posłał mi porozumiewawcze spojrzenie i w lekkim szoku ruszyliśmy w stronę Alex.
     - Proszę – z wystudiowanym uśmiechem chciała wręczyć nam ulotki, jednak sekundę później dotarło do niej, kto przed nią stoi. – Ach, to wy… - wymruczała zażenowana, wbijając wzrok w chodnik.
     - Nie ma co, pniesz się po gałęziach kariery – wymsknęło się Bartmanowi, za co kopnęłam go w kostkę. – To znaczy chciałem powiedzieć, że wolisz stać w słońcu i rozdawać te durne ulotki, zamiast zgodzić się na superfuchę przy statystykach.
     - Żadna praca nie hańbi – powiedziała, mordując wzrokiem Zbyszka. Westchnęłam cicho, wiedząc, że za chwilę między nimi może rozpocząć się ostra dyskusja, mogąca przerodzić się w awanturę na pół Katowic.
     - Zbyszek nie chciał tego powiedzieć – dotknęłam jej ramienia, jednocześnie posyłając Zibiemu ostrzegawcze spojrzenie. – Chodzi o to, że w Sofii możesz sporo zarobić. Przecież wiem, jak bardzo chcesz się usamodzielnić i doskonale wiesz, że PZPS nie oszczędza. Poza tym, spędzimy razem trochę czasu w pięknej Bułgarii; no wiesz, baseny, zakupy i te sprawy – dokładnie widziałam uśmiech, który powoli wpływał na jej twarz. – A jeśli tego byłoby mało, mam coś, co z pewnością cię przekona – podniosłam do góry tekturowy pojemniczek. – Mamina szarlotka.
     - No dobra – wymruczała, łaskawie odbierając ode mnie pudełko z ciastem. – Ale do tej Sofii jadę tylko i wyłącznie dzięki twojej mamie. Ta szarlotka mnie przekonała.
     Poszło lepiej niż myślałam, a moja mama to chyba czarodziejka.
     A kiedy się odwróciła, aby wcisnąć ulotkę jakiejś babci, napisałam migiem esemesa do Łysego. „Zadanie wykonane.”. Bo wykonane, w końcu szarlotka działa cuda.


    Aleksandra położyła Jasia spać, bo przecież nie było komu. Trudno było zapanować nad tą całą zgrają, ale, póki co, jakoś jej się udawało. Później pogoniła Krzysia i Wojtka do spania. Tomka już nie musiała, wybył gdzieś. Z dziewczyną, no coś tutaj się zapowiadało i, jak to kobieta, Alex była ciekawa. Ale musiała poczekać z wypytywaniem. Najprawdopodobniej aż do powrotu z Sofii, bo przecież wcześniej nie uda im się pogadać, a rano już wyjeżdżała. Przynajmniej miała dla siebie pokój, skoro najstarszego, choć młodszego brata nie było. „Rodziców” również, bo poszli na jakąś imprezę, korzystając z ostatniego dnia jej obecności. Inaczej przecież nie mogliby zostawić dzieci samych. Tak samo nie rozumiała, jak można wypuścić tak czternastolatka na noc z domu i się Tm nie przejmować, no ale ona sama przecież robiła to samo w tym wieku. Fakt, wtedy zawsze spała u Agaty, no ale liczył się sens. Jej było wolno, więc jemu teraz tym bardziej.
     Usiadła na chwilę do komputera, stworzyła sobie rodzinę simów, ale zanim zaczęła urządzać dom, gra już jej się znudziła. W międzyczasie zdążyła zjeść podarowaną jej szarlotkę, już drugie pudełko. Bo przecież jedno nie wystarczyło, łapówka musiała być większa, więc Aga po dwóch dniach doniosła dosłownie połowę blachy. Pójdzie w boczki jak nic. Zrobiła jedynie podłogi w nowych domu dla rodzinki Bziumbzium, potem zapisała grę, wyłączyła komputer i położyła się do łóżka.
     Cisza, błoga cisza. Którą przerwał dźwięk telefonu. Pewnie Agata. A poza tym, powinna sobie nastawić budzik na rano, żeby się nie spóźnić. Wyjęła więc telefon spod poduszki, spodziewając się właśnie esemesa od Borkowskiej. Numer jednak znów był nieznajomy. No, nie tak do końca. Wprawdzie nie miała go zapisanego, nie wiedziała, do kogo należy, ale już go znała z tego poprzedniego esemesa, zdecydowanie niezaadresowanego  do niej. Cóż, ciekawość okazała się silniejsza. Otworzyła go.
     „Leżę właśnie sam w łóżku i nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym się do kogoś przytulić. Najlepiej do ciebie.”
     Och… Naprawdę szkoda, że to nie do niej… Chciałaby kiedyś dostawać takie urocze esemesy. Trzeba było jednak zejść na ziemię. Jeśli pojawi się jeszcze jeden, będzie musiała zadzwonić i powiedzieć, że to pomyłka. Bo nie chciała się łudzić, że ktoś o niej myśli i dlatego wysyła tak cudne słowa…
____
nie bijcie tak bardzo!
ale jest, jest w końcu nowy!